Dziś, kiedy tak silnym nurtem jest performance uliczny, sztuka aktywizująca widza a w dodatku starająca się angażować politycznie/społecznie, niezwykle trudno jest rozróżnić działanie artystyczne od polityki. Forma jest nie do rozpoznania.

Trzy tygodnie po tym jak władze Krakowa rozbiły demonstrację okupującą rynek, na wysepce na plantach rozpocząć ma się kolejna okupacja przestrzeni, znów z namiotami, znów z rozkładanymi fotelami. Akcja dzieje się w ramach ArtBoom festiwalu i ma nazwę Odmieńcy (Wojna). Dziś w mieście estetyzacja jest niezwykle ważna, nie tylko pod postacią wyrównywania bruków placów i chodników, nie tylko pod postacią ograniczania dostępu do przestrzeni pewnym osobom, nie tylko pod postacią nadawania rzeczom codziennym, czy brzydkim albo kiczowatym nowych znaczeń, ale także pod postacią przyporządkowania, nadawania etykiety (niezależnie zresztą od jakości). Taką etykietę, niczym list żelazny dostało okupowanie wysepki na plantach. Okupację tą reklamuje swoim zaproszeniem Majchrowski – prezydent miasta Krakowa, ten sam, który – w mojej ocenie – złamał prawo wydając decyzję o likwidacji miasteczka namiotowego na rynku (nie posiadającego żadnego salvus conductus), które było tak palącą solą w oku samorządności, że zlikwidowano je na 2 dni przed planowanym końcem demonstracji (byle nie naruszać zasad estetyki w obrębie rynku).

Więc w czasie, kiedy trudno jest odnaleźć formalne różnice pomiędzy sztuką a polityką, proponuję oprzeć się na prostej zasadzie: pomimo zatykania flag, wieszania plakatów, obalania ikon, sztuka prawie nikogo nie interesuje, prawie nikogo już nie boli. Po tym jak już, wraz ze swoim projektem zajmiesz miejsce w zakładce „sztuka”, możesz powiedzieć wszystko, bo gówno to kogo obchodzi. Premier, prezydent, prowincjonalni watażkowie uhonorują patronatem każdą wystawę, choćby nawoływała do ich obalenia, bo nie ma to żadnego znaczenia.

Reklamy