W przerwie pomiędzy ciocią, przyjaciółmi, Asterixem i krokietami polecam obejrzeć film Mit Pruitt-Igoe, o osiedlu, o którym każdy wie, że  je postawiono i zburzono, by móc obalić modernizm. Wszystko w nim zawodzi: opieka państwa, prywatny kapitał, ludzie, powszechne wyobrażenie o Pruitt-Igoe, architektura… Chociaż ona najmniej – głównie dlatego, że od niej najmniej zależy, wbrew rozpowszechnionej obecnie opinii o ponadprzeciętnej wadze społecznej architektury dziś i w czasach CIAM.

Ja oczywiście mam świadomość znaczenia architektury, mam wiarę w jej siły (dlatego piszę tego bloga), by móc jednak z nich korzystać trzeba znać rzeczywistą ich wielkość, rzeczywiste jej możliwości. Przecenianie jej – jak konstruktywiści wierzący, że same budynki zmienią ludzi – jak i niedocenianie przynosi zazwyczaj opłakane skutki.

To jednak nie Yamasaki i jego koszarowe bloki stworzyły ludziom piekło, i nie on, ani żaden inny architekt i żadna inna architektura ludzi nie zbawi. Ale może pomóc w zbawianiu.

Do filmu, pomiędzy sankami a lenistwem, gorąco polecam wpis z bloga lessmore o St. Louis i Pruitt-Igoe, w którym autor już po raz drugi zajmuje się kurczącym się miastem (pierwszy raz pisał o Detroit), co jest bardzo dobrym wstępem, lub epilogiem filmu.

Na koniec, choć film wesoły nie jest chciałbym życzyć wszystkim wesołych, spokojnych i dobrze spędzonych Świąt Bożego Narodzenia.

Reklamy