Jak podają polskie media architektoniczne rozstrzygnięty został konkurs URBAN QUALITY AWARD 2011 powołany do życia przez jakiś tam bank i mający za współpracowników niemiecką gazetę zajmującą się arch. krajobrazu – Topos i polską Architekturę-Murator, na najlepszą miejską przestrzeń zaprojektowaną i działającą w myśl zasad zrównoważonego rozwoju. W tym miejscu pojawia się moje „ożesztykurwa”, ponieważ laureatem nagrody została krakowska pracownia Lewicki i Łatak za projekt i realizację Pl. Bohaterów Getta na krakowskim Podgórzu.

Zwycięzcom oczywiście gratuluję, może nie śmiało pytam skąd tak brawurowy pomysł by ten-moim zdaniem bardzo udany-pomnik słać akurat na konkurs, którego tematem jest zrównoważony rozwój – ale jest to ich prawo i nie mnie o tym pisać. Interesuje mnie raczej jury i ich procesy myślowe.

Muszę wyjaśnić kilka kwestii, przede wszystkim, sam temat konkursu i rozumienie słów „zrównoważony rozwój” podany został do wiadomości przez jego organizatorów (nie jest to więc moja interpretacja) i jest to składna notka zawierająca podstawowe postulaty tworzące znaczenie przytaczanego już tu zwrotu. Są to: „kontekst urbanistyczny, użytkowanie i różnorodność użytkowania, twórczy wkład w planowanie przestrzeni miejskiej, oferta przestrzeni publicznych lub przeznaczonych do publicznego wykorzystania, wspieranie życia społecznego poprzez oferty rekreacyjne i kulturalne z uwzględnieniem zmian demograficznych, względy ekologiczne: energia, klimat, woda, oszczędne wykorzystanie surowców, przyszłościowy potencjał rozwiązań komunikacyjnych (więcej jasno wyszczególnionych zasad tutaj)”. Po drugie muszę wyjaśnić, że niemal żadnego z tych postulatów nie spełnia podgórski plac. Jak już wspomniałem, jest to -moim zdaniem- bardzo udany i nastrojowy pomnik upamiętniający tragedię krakowskich Żydów i pozostawioną przez nich pustkę, ale właśnie to: ta nastrojowość, ta pustka, ta rdza i kamień, ten ciężar który ciemnymi chmurami, odbijającymi się w czarnym granicie wisi nad placem jest najważniejszą linią jego krytyki (zwłaszcza przez podgórzan) i jest przyczyną wszystkich argumentów mówiących o tym, że plac ten właśnie nie jest zaprojektowany w myśl zasad zrównoważonego rozwoju. Nie jest tak nawet, że pokrywa się z ideą mimochodem, nieświadomie, przypadkiem. Nie. Jest jej całkowitym zaprzeczeniem.

źródło: pl.wikipedia.org

Jest on więc pomnikiem-a więc dziełem sztuki, ale w znaczeniu jak najbardziej nieużytkowym. Myślę, że tutaj tkwi paradoks: pomnik, który nie mógłby raczej powstać nigdzie indziej, nie powinien tutaj stać, ponieważ okrada mieszkańców z ich placu  jest to tak dobry, tak silny (o czym piszą także redaktorzy Architektura pod informacją o werdykcie jury), że pomimo, że fizyczne przeszkody by jakkolwiek wykorzystać ten plac są nietrudne do ominięcia, to trudno sobie wyobrazić, by pomiędzy krzesłami stanęły stragany świąteczne, albo zaaranżowano plac zabaw wykorzystujący krzesła-rzeźby. Plac ten jest więc wybitnie mono-funkcyjny i z tym swoim charakterem zupełnie nie odpowiada na kontekst urbanistyczny – centrum miasta. Takie funkcje jak życie społeczne, kulturalne czy rekreacja na placu niemal nie występują, mogę wymieniać takie rzeczy jak brak ławek (krzesła są dosyć wysokie i na pewno za wysokie, by mogła tam usiąść osoba starsza lub dziecko), brak cienia, brak przestrzeni dla dzieci, ale wszystkim, którzy tam  byli (jak i mnie) wyda się to bez sensu ponieważ użytkownik tego miejsca od razu czuje, że ten plac nie jest po to, że ten plac jest bardziej cmentarzem niż placem śródmieścia. Równie nieznośnie absurdalne jest udowadnianie jak bardzo daleki jest tan projekt i realizacja od rozwoju lokalnej gospodarki czy więzi społecznych (wręcz je hamując – zajmując nominalną przestrzeń publiczną i handlową) jak mało jest związku z granitowym placem, na którym bark drzew i trawników z współczesnym pojęciem dbałości o bilans wodny, ochronę jakości powietrza czy oszczędnością energii. Obrazu dopełnia preferowanie komunikacji samochodowej i sprowadzenie przechodniów pod ziemię oraz brak ścieżek rowerowych. Żadnej z tych rzeczy (może poza ławkami i udogodnieniami dla osób starszych), żadnej z tych funkcji nikt nie oczekuje od otoczenia pomnika autorstwa prof. Cęckiewicza na Płaszowie; nikt nie oczekuję by przestrzeń pod dramatycznie rozdartymi więźniami obozu była przygotowana dla dzieci, pod drobny handel czy festyny ale nikt nie nagradza jej za kształtowanie zrównoważonego środowiska miejskiego.

źródło: pl.wikipedia.org

To, że banki nie mają pojęcia co oznacza zwrot „zrównoważony rozwój” to już wiemy, niektórzy od 2008, inni od dawna, ale jest dla mnie bardzo przykre, to, że najważniejsza polska gazeta architektoniczna nie ma żadnego szacunku do słów i ich znaczeń, do pojęć, które tak bardzo żywo łączą się z architekturą i są dla niej bodaj najważniejszymi wyzwaniami przyszłości. Nie miałem żadnych złudzeń co do misji tego konkursu i tego magazynu ale zwrócić uwagę chciałbym na to, że w pewnym momencie, kiedy zupełnie już pozbawimy słowa znaczeń to komunikacja stanie się niemożliwa. Każda.

___________________

Wpis jest długi, konkurs nic nie znaczący, moje zdanie jeszcze mniej, ale po to jest blog by od czasu do czasu oburzyć się na byle co i byle kogo.

Reklamy