Wielka próba modernizacji kraju, związana z optymizmem gierkowskim urzeczywistniła się m.in. w dalekosiężnym planowaniu. Pomimo znanej wszystkim przaśności i ciągłym wykorzystywaniu substytutów, wynikających często z niedoinwestowania sfery konsumpcji, przyznać trzeba, że często rozwój planowano na mocniejszych podstawach niż w czasach „Polski w budowie” i przeinwestowanej strefy importowanej konsumpcji (niech ktoś mi pokaże, że dziś można zaprojektować budynek użyteczności publicznej bez niemieckiej technologii). Oczywiście na co dzień i „gołym okiem” wiatr optymizmu powiewał właśnie dzięki zakupom licencji i importowi technologii i wzorów, ale równocześnie powoływano do życia projekty, które miały na celu tworzenie lokalnych technologii i rozwiązań opartych o własną kadrę i przemysł. Jednym z takich wielkich, może ostatnich prób modernizacji kraju był rządowy program badawczo-rozwojowy kraju, w którym pod numerem 5 zapisano „Kompleksowy rozwój budownictwa mieszkaniowego”, Program Rządowy   Nr-5 a więc PR-5.

Nie chcę dyskutować w jakiej skali ta przyspieszona modernizacja rzeczywiście zmodernizowała PRL a w jakim rozpoczęła jego odśrodkowy rozpad po roku 1976. Nie potrafię podać także bilansu zysków i strat tego czasu rozbuchanego optymizmu, przy jednoczesnych niedoborach technologicznych ale szczególnie organizacyjnych obśmianych już – i słusznie- po wielokroć. Chciałbym przedstawić jednak dziecko tych czasów i tych planów: program perspektywicznego rozwoju budownictwa mieszkaniowego na lata 1971 – 1990 i jego realną postać a więc osiedle „Nowe Miasto II” w Zamościu. Program rozłożony był na lata 1971-1990. W ramach prac badawczo-rozwojowych prowadzonych na polskich uczelniach opracowano wzorcowe rozwiązania osiedli z zastosowaniem nowych materiałów i technologii ale także norm i standardów (mieszkania dla niepełnosprawnych), które miały umożliwić podniesienie efektywności technicznej i ekonomicznej budownictwa, przy poprawie walorów użytkowych mieszkań. W części zabudowy wielorodzinnej program zakładał „Stworzenie warunków dla budowania 7 300 000 mieszkań” a jego poligonem doświadczalnym były cztery zespoły zabudowy wielorodzinnej: „Stella” w Tychach (proj. dr hab. arch. H.Adamczewska-Wejchert i  dr arch. K.Wejchert), „Białołęka Dworska” w Warszawie (proj. dr arch. Halina Skibniewska), „Chełmońskiego” w Krakowie (proj. prof. Witold Cęckiewicz) i wreszcie „Nowe Miasto II” w Zamościu. Udało się wykonać jedynie ten ostatni projekt, a synonimem gwałtownej rozbudowy tkanki mieszkaniowej są raczej bloki o urbanistyce „pod dźwig” niż eksperymenty przestrzenne późnego modernizmu.

prototypowa jednostka mieszkaniowa

Osiedle Zamoyskiego (Nowie miasto II) (osiedla na którym nigdy nie mieszkałem, ale spędziłem sporo czasu i bardzo je lubię) wybudowano w kryzysowych latach 80 w powiązaniu z rozwojem miasta po decyzji o utworzeniu województwa zamojskiego (1975). Generalnym projektantem został mgr inż. arch. Bohdan Jan   Jezierski współpracujący z biurem projektowym Inwestprojekt Lublin. Pierwszym etapem była budowa prototypowego bloku przy Konopnickiej 6 w latach 1979–81, który dziś nie jest powiązany zresztą osiedla. W następnych latach powstało, oddalone nieco na północ, właściwe osiedle Zamoyskiego/Nowe Miasto II. Osiedle podzielone jest na mniejsze zespoły skupione wokół wieżowca a rozróżnione za pomocą kolorów, są to w kolejności realizacji: pomarańczowe, niebieskie, zielone, brązowe, żółte i fioletowe. Do większości zespołów doprowadzona jest komunikacja za pomocą sięgaczy. Każdy zespół posiada wspomniany 8 piętrowy wieżowiec, zespół niższych bloków łącznie z piętrowymi, świetlicę i zespół wewnętrznych zielonych placyków czasami bardzo kameralnych. Te przestrzenie wewnątrz poszczególnych zespołów ich ludzka skala, otoczenie z niewielkich bloków wraz z przydomowymi ogródkami, często z zabawkami dla dzieci i atmosfera półprywatności jest wielkim sukcesem urbanistyki osiedla. Zaaranżowanie przestrzeni pomiędzy „kolorami” z kładkami, często z różnorodnie i sztucznie ukształtowanym terenem, jego płynność, brak poczucia zamknięcia poszczególnych zespołów pomimo ich atmosfery podwórka jest czymś co wyróżnia osiedle na tle większości budowanych wtedy zespołów mieszkaniowych i stawia go w szeregu najlepszych przykładów polskiej urbanistyki modernistycznej. Ośmiopiętrowe wieżowce zostały wpisane w osiedle bloków 1-3 piętrowych w sposób zupełnie zharmonizowany, bez żadnego dysonansu, zarówno skali sylwetki osiedla jak i bezpośredniego przebywania w przestrzeni wokoło wieżowca. Jest to bryła kościoła wieńcząca miasteczko, archetyp na poligonie doświadczalnym.

I wreszcie to co bardzo lubię, przestrzeń charakteryzuje się różnorodnością, brakiem schematyzmu, a cechy te osiągnięto za pomocą powtarzalnych modułów. Nie mam tu na myśli tylko prefabrykowanych elementów wielkopłytowych, balkonów i zadaszeń nad wejściem, ale place, moduły i typy bloków, powtarzalne układy przestrzenne. Wreszcie znaczenie mają kolory, kiedyś występujące jedynie w przestrzeni podokiennej, dziś dzięki świadomej w kwestii estetycznej termomodernizacji, rozlewające się na całe budynki (chociaż nie wszystkie odcienie przypadły mi do gustu). Wzajemne ułożenie tych elementów, ukształtowanie terenu, różnorodne potraktowanie elementów infrastruktury, i zrównoważona gęstość zabudowy wszystko to czyni osiedle bardzo przyjaznym.

Osiedle rozdzielone jest za na 2 części za pomocą wewnętrznej, nieprzelotowej komunikacji i terenów zielonych, wzdłuż których umiejscowiono 2 szkoły, pawilony handlowe, przedszkole, boiska, „górkę”, altanki i place zabaw. Ta przestrzeń, mimo że bardzo potrzebna dla rekreacji i przewietrzania terenu, w kilku miejscach wydaje się przeskalowana i za bardzo oddala od siebie poszczególne zespoły. Osiedle, porównując do polskich standardów, śmiało można nazwać osiedlem bez samochodów, zarówno w znaczeniu nasilenia ruchu jak i zajmowania przestrzeni przez parkingi. Należy to także zaliczyć na plus projektantom, którzy zarówno całkiem nieźle przewidzieli ilość miejsc parkingowych, jak i stworzyli system zatrzymywania samochodów na rogatkach osiedla, często chowając je w zagłębienia, zapewniając przy tym krótką drogę dojścia.

Sama estetyka bloków uzmysławia poważne ograniczenia budownictwa z wielkiej płyty i prefabrykatów; toporne łączenia i brak detalu. Próba rozrzeźbienia elewacji i pewne zabiegi formalne, widoczne próby tworzenia interesującej formy przez projektantów pokazują raczej ubogość możliwości niż dorównują wysokiej jakości układu przestrzennego. Myślę, że wiele bloków zyskało na estetyce po termomodernizacji uzyskując szlachetność gładkich modernistycznych powierzchni. Pytanie tylko jak szybko gładki tynk na styropianie się zestarzeje.

Dużo ważniejsze, bo wprowadzające nową jakość, są natomiast mieszkania i układy przestrzenne bloków. Większość to niskie klatkowce i wieżowce – klasyczne punktowce z rozbudowanym i w moim odczuciu dosyć nieprzyjemnym systemem korytarzy, ale zdarzają się piętrowe bloki w układzie atrialnym z galerią na piętrze, czy układy szeregowe z wielkiej płyty z bezpośrednimi wyjściami z mieszkań/domów. Mieszkania są wysokiej jakości a dzięki wyłączeniu  z  kategorii mieszkania pokoju dziennego co pozwalało ominąć normy zaludnienia, spółdzielnia mogła przyznawać mieszkania o jedną kategorię większe (opinie o wysokim standardzie mieszkań na osiedlu są zresztą do dziś powszechne w Zamościu). Duże balkony, jasne kuchnie, w większych mieszkaniach rozdział łazienki i toalety, gradacja wielkości pokoi, dziś są projektowymi standardami (których jednak wiele nowych mieszkań nie spełnia), jednak pamiętać trzeba o kryzysie, podczas którego powstawało osiedle, o niższych normach i standardach. Ważnym elementem projektu są mieszkania przystosowane dla osób niepełnosprawnych z powiększoną łazienką i kuchnią kosztem pokoi, które lokowano w najniższych blokach. Warto więc znów podkreślić różnorodność mieszkań wytworzonych z bardzo trudnego materiału jakim jest wielka płyta a bloki piętrowe, atrialne, wielkopłytowa zabudowa szeregowa są smaczkami, które osiedle czynią jeszcze ciekawszym.

Dziś, w czasie, kiedy osiedla bloków zyskują akceptację, kiedy warszawskie osiedla Szwoleżerów i Sady Żoliborskie Skibniewskiej podawane są jako dziedzictwo, wkład w historię polskiej architektury, kiedy w zasadzie kończy się wiele modernistycznych projektów, dopiero teraz humanizując i zapełniając przestrzeń między budynkami, warto przypomnieć zamojski przykład, może ostatniego tak ważnego dzieła modernistycznej urbanistyki i architektury mieszkaniowej, zarażonego wieloma chorobami czasu, zwłaszcza w dziedzinie wykonania i materiałów (np. pomimo mieszkań dla niepełnosprawnych schody na ternie osiedla zupełnie ich ignorują), ale świadomego i odważnego, rzeczywiście postępowego. Ciekawe, że ten ostatni głos wyszedł z Zamościa a nie Warszawy, Krakowa, czy Tychów.


Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy