Dziś jest inaczej. Wydaje się, że nie ma już kierunków architektury, jest tylko oryginalność wielkich twórców. Każdy z nich czyni architekturę na swój sposób i nie widać jakiejś jednej teorii architektury, czy nawet prób porozumienia się w tym zakresie. Nie ma zrozumienia między mówiącymi różnymi językami. Zdezorientowani pozostają także naśladowcy. Naczelną wartością stała się nie tyle sama sztuka, zwana architekturą, ile konwencja umożliwiająca przychylne zaakceptowanie nowych kształtów i ich przyjazny odbiór. Jeżeli widz zaakceptuje konwencję, dalsza zabawa staje się przyjemnością, lecz do końca nie jesteśmy pewni opera seria to, czy buffo. Architektura minimum i architektura w pióropuszu bywają akceptowane jednako. Sztuka budowania rzeczy dziś nie jest wyrażeniem plastycznym jakiegoś określonego ideału. Jest wyrażeniem każdego ideału, któremu architekt potrafi nadać formę.

Powyższa opinia prof. Dariusza Kozłowskiego jest zwięzłym i trafnym opisem kondycji współczesnej architektury, pięknej, imponującej, miłej i pustej. Mam jednak nadzieję, że akceptacja takiego stanu rzeczy, zabawa architektów, kończy się wraz z krzykiem ludzi zgromadzonych na placach miast świata. Mam nadzieję na koniec architektury, często niezwykle eleganckiej, pokazującej siłę nowoczesnej technologii, ale pozbawionej refleksji nad celem własnego istnienia, mam nadzieję na koniec architektury której jedyną wartością jest prestiż inwestora i kolejny dowód indywidualizmu i rozmiaru ego twórcy, mam nadzieje na koniec architektury zbyt drogiej, zbyt energo- i pracochłonnej, zbyt irracjonalnej. Mam nadzieje, że upada świat sarmatów gubiących złote podkowy.

Wierzę, że wraz z moralnym oburzeniem świata, znów zaczniemy architekturę łączyć z etyką, że architekturę, która niemalże dorównuje sektorowi usług finansowych w skupianiu jak w soczewce patologii współczesności (z tym, że ma dłuższą, wielowiekową tradycję), znów spróbujemy zaprząc w służbę ludzi, jak największej ich ilości, każdego nas z osobna i naszej społeczności. Mam nadzieję, że tak jak sto lat temu moderniści postaramy się połączyć codzienną pracę z zasadami, odpowiedzialnością i projektem rozwoju¹ i, że ominiemy wszystkie pułapki w które oni wpadli. Mam nadzieję na połączenie piękna z dobrem, piękna formy z wartościami, świadomością i minimalizacją obciążenia dla ekosystemu, warunkami pracy, ludzkim szczęściem. Mam nadzieję, że architektura spełni obietnicę, którą daje wraz z techniką. Tak jak mam nadzieje, że demokracja spełni swoje obietnice.²

Wydaje się, że po triumfie modernistycznego projektu, jego siły emancypacyjnej i jego degradacji wśród prestiżu, instytucji i pałaców, że po postmodernistycznej miałkości, przypisach, zastrzeżeniach, egoizmach własnej autonomii a jednocześnie po lekcji lokalności i różnorodności nadchodzi czas nowych manifestów, nowego szukania nowej architektury. Nowego przyspieszenia z wszystkimi jej głupotami ale i narzędziami do naprawy świata.

Wydaje mi się, że tak jak w latach dwudziestych przekładem socjalizmu na architekturę była maszyna i panowanie, tak dzisiejszym przekładem jest ekologia i współpraca. Ekologia, która wypracowała moim zdaniem dwie podstawowe zasady: praktyczną i moralną. Praktyczna to ta obejmująca Ziemię jako jeden ekosystem, z jedną zasadą działania a przy tym posiadająca świadomość, że rozwiązania w większości mogą być tylko lokalne, a więc mówiąc krótko: myśl globalnie, działaj lokalnie. Druga zasada, co ważne zasada globalna a nie zależna od indywidualnych systemów wartości, to podmiotowości. Ekologia uczy wartości każdego życia, szacunku do tego co jest. Ekologia obejmuje szacunek do człowieka i jego środowiska.

Nie mamy prawa wstydzić się, że jesteśmy ludźmi, że nasze domy i miasta stoją na łakach, mamy jednak obowiązek nimi być, tzn. mamy obowiązek traktować samych siebie i siebie nawzajem podmiotowo.³ Tego podmiotowego traktowania uczy ekologia, uczy o długodystansowych zaletach takiego stosunku do każdego z elementów ekosystemu. Z ekologii wynika nie tylko szacunek do środowiska ale także godność człowieka i wynikające z tego architektoniczne strategie jak partycypacja, ochrona, tworzenie otoczenia na miarę najsłabszych; pieszych, inwalidów, dzieci, indywidualizacja przestrzeni, dostępność minimum egzystencjalnego (i stałe jego poszerzanie), egalitaryzm-równy dostęp do mieszkań, gmachów publicznych. Szacunek do planety na której przyszło nam żyć zakłada oszczędność, racjonalizm, wykorzystywanie zaistniałych szans w działaniach architektonicznych. Tutaj nie chodzi o jeden styl, jeden materiał i w tym sensie jest to postmodernizm, tutaj chodzi o jeden zestaw zasad, znów uniwersalizm, o jednego ducha i to jest wielki projekt modernizmu.

Dziś w architekturze dominuje odrzucenie rzeczywistości i samozadowolenie, wycieranie ekologią ryjów a partycypacja (konsultacje społeczne) jest tylko metodą unieszkodliwienia upierdliwych obywateli, głębsze analizy wyrażają co najwyżej lęk (jakże dekadencki; np. upadek centrum miasta, upadek pałaców w polskim pawilonie na Biennale w Wenecji, festiwal Warszawa w Budowie jako strach przed buntem przedmieść), jednak w większość z nas tli się bunt i gniew i czas szukać pozytywnego programu. Czas czytać manifesty i pisać własne.

Prawdziwa demokracja teraz! Prawdziwa architektura teraz!

______________________________________________

1.Loos tak łączył architekturę z moralnością i szacunkiem: „Ornament to strata siły roboczej, a z tego powodu także i zdrowia. Zawsze tak było. Jednak dzisiaj oznacza to także stratę materiałów, a te trzy rzeczy składają się na utratę kapitału. (…) Ornament może być naprawdę estetyczny tylko wówczas, gdy wytworzony był bardzo precyzyjnie, z najlepszych materiałów, w wyniku pracy wzmożonej do granic możliwości. Teraz człowiek, który traktuje ornament jako bezużyteczną pozostałość poprzednich epok, natychmiast zauważy męczącą, chorą, współczesną dekorację.” A.Loos, Ornament i zbrodnia

2.„Nie mamy żadnych postulatów skierowanych do polityków i parlamentów, nasz ruch wyrasta z praktyki politycznej partycypacji i taką też praktykę chcemy dalej stosować: domagamy się demokracji, czyli zastąpienia logiki reprezentacji logiką politycznego upodmiotowienia.” J.Sowa, Wszyscy muszą odejść

3.Tak, jest to znów chrześcijaństwo, socjalizm, znów Abramowski, Bierdiajew, Bookchin. Wciąż jednak nie odpowiedzieliśmy na ich wyzwanie.

______________________________________________

Ten wpis,tak jak co ważniejsze następne stąd wpisy pojawi się także na nowym blogu bryłowym. Zapraszam i tu i tam.

Reklamy