„Rzeczywista regeneracja” dzielnicy, ma przynieść przede wszystkim poprawę warunków życia i statusu zamieszkującej ją społeczności. (…) Taka „rzeczywista” rewitalizacja szuka na ogół sił wewnątrz wspólnoty i dzielnicy, a nie na zewnątrz- „zewnętrzne” jedynie pomaga.

K. Nawratek, Miasto jako idea polityczna

Najbardziej jaskrawym przykładem roli samego budynku, w procesie rewitalizacji (może większym niż rola muzeum Guggenheima w rewitalizacji Bilbao) jest walka o zachowanie przeznaczonych do burzenia obiektów, i zajmowanie pustostanów pod centra społeczno-kulturalne. W tym przypadku istnienie budynku jest o tyle istotne, że dostępność pustostanu, decyduje o zainicjowaniu działania, z powodu braku innych możliwości, więc sam obiekt ma znaczenie generalne dla zainicjowania rewitalizacji.

Istotną zasadą, tak pojmowanej rewitalizacji, jest maksymalne wykorzystanie zastanej struktury, istniejących konstrukcji czy zieleni. Ograniczenia ekonomiczne, związane z takimi, oddolnymi działaniami, są mimowolnym konserwantem przestrzeni, aktywiści (bo raczej nie architekci) nie mogą sobie pozwolić na poważne interwencję, na wycinkę drzew, układ pomieszczeń czy wymianę oryginalnych okien. Jest to więc rzeczywista rewitalizacja miejsca, ożywienie zastałej przestrzeni, z wszelkimi jej brakami i niedogodnościami.

Surowa, bo często poprzemysłowa czy zdegradowana przestrzeń humanizowana jest detalami, kolorowym murem, huśtawkami na drzewach, różnego rodzaju gratami czy parą psów przed wejściem. Następuje tu, rozwijanie, nawarstwianie detali w czasie, zazwyczaj bez jednego odgórnego planu, a dodać należy, że miejsca te są bardzo podatne na pozostawianie śladów. Przestrzeń tworzona jest zatem za pomocą szczegółów składających się na ogół, bez pierwotnego zamysłu i bez znanego zakończenia budowy. Budulcem jest tu detal, nie całokształt. Jest to myślenie, w pewien sposób nie -architektoniczne i w pewien sposób demokratyczne, na które chyba można sobie pozwolić w przestrzeniach wreszcie tworzonych bez udziału architektów.

Rewitalizacja poprzez obiekty usługowe takie jak centra społeczne czy artystyczne, trzeba przyznać, jest powolną rewitalizacją o niewielkiej skali oddziaływania, ograniczającej się często do rewitalizacji konkretnego obiektu, czy zdegradowanego terenu, jednak nie oddziałującej szerzej na dzielnicę czy miasto, zwłaszcza, że często instytucje te  są nielegalnie (po pierwsze sam budynek przeznaczony jest do wyburzenia, zajmuje więc przestrzeń, której już mu odmówiono, po drugie zajmowany jest on bezprawnie, nielegalne. Sama aktywność jak i budynek są nielegalne). W przypadku skłotów zajmowanych przez ludzi z „zewnątrz” względem dzielnicy zazwyczaj czas jakiś zajmuje wzajemne oswajanie się nowych i starych mieszkańców. Także w przypadku takim jak Regenbogenfabrik na berlińskim Kreutzbergu, gdzie w walce o zachowanie budynku walczyli mieszkańcy dzielnicy szybkość ani skala zmian nie może równać się do planowej, miejskiej rewitalizacji. Podkreślić jednak trzeba, przy tego typu porównaniach różnice w celach i rezultatach obu typów rewitalizacji.

Możliwy, choć rzadki jest typ oddolnej rewitalizacji całych dzielnic wraz z ich przestrzeniami publicznymi. Najlepszym przykładem mogą służyć Friedrichshain-Kreuzberg. Friedrichshain-Kreuzberg jest dzielnicą skłotów, galerii i centrów kultury alternatywnej, a z powodu sukcesu, tego typu rewitalizacji, coraz częściej studiów projektowych, czy loftów.  Struktura rewitalizacji tej dzielnicy jest taka sama jak struktura jej skłotów -zbudowana z detali i heterogeniczna. Rewitalizacja pozbawiona planu i kierunku oparta o współpracujące ale niezależne obiekty użyteczności publicznej, rewitalizujące detale przestrzeni. Jest ona więc demokratyczna i różnorodna. Przyjąć za pewnik należy, że jest ona mniej wydajna, mniej celowa i wolniejsza, przyjąć za pewne trzeba także, że jest ona także bardziej ludzka.

Tak oddolnie rozumiana rewitalizacja rozwiązuje problem istotny, pomiędzy lokalną społecznością, a miejską wspólnotą, oddając miastu a więc jego klasie średniej pewną daninę- interesującą, co za tym idzie bezpieczniejszą dzielnicę, mniej oficjalną, mniej prestiżowa, ale bardzo żywą, przy utrzymaniu dotychczasowej struktury społecznej (oczywiście akceptacja tej daniny zależy od mentalności klasy średniej). W ramach tak rewitalizowanej dzielnicy istnieją rzeczywiste próby rozwiązania problemu ubóstwa. Sąsiedzka samopomoc, niezależne organizacje wspierające instytucje pomocy socjalnej (świetlice, przedszkola, teatr bezdomnych, zajęcia aktywizowani bezrobotnych), czy wreszcie skłoty, jako mieszkania dla osób ubogich, składają się na obraz działań walczących ze skutkami i przyczynami ubóstwa oraz pomagających wyjść z biedy. Nie rozwiązuje to naturalnie problemu, jednak w porównaniu do strategii gentryfikacji, wypierania biedy poza centrum, poza pole widzenia, jest to ciekawa propozycja. Dzięki takiemu działaniu dzielnica nasyca się infrastrukturą społeczną i usługową. Na Rozbracie działa biblioteka wolnościowa, dwie sale koncertowe, lokal poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej oraz pomieszczenia mieszkalne. Organizuje się koncerty, wystawy, spektakle teatralne i kabaretowe, seminaria, spotkania itp. Dwa razy w roku odbywają się festiwale:„Abramowszczyzna” i urodziny „Rozbratu”. Regenbogenfabrik posiada swój hostel, warsztat rowerowy i przedszkole dla samotnych matek. Są to wszytko istotne dla dzielnicy funkcje, które czynią ją wygodniejszą i ciekawszą.

Dzięki tak rozumianej rewitalizacji dzielnica, mimo że przekształcana (ruch w końcu jest bardziej naturalny niż bezruch, kwestią jest skala i spsób zmian), zachowuje swój charakter a wymiana mieszkańców następuje w sposób naturalny. Jest to więc element konserwujący układ i poszczególne budynki, chociaż mający luźny stosunek do doktryn konserwatorskich. Ważne jest jednak, że z powodu niewielkich środków finansowych zmiany mają charakter remontów  i są odwracalne. Czasem wręcz przekształcenia są tak małe, że dotyczą zaledwie kilku pomieszczeń byłych fabryk nie podnosząc jakości estetyki przestrzeni.

Oddolna, nielegalna rewitalizacja ma jeszcze jedną niepowtarzalną zaletę, często radzi sobie z obszarami, gdzie z powodów na przykład własnościowych nie jest możliwa inna forma odnowy. Takie działanie ma miejsce w Poznaniu, gdzie z powodów nieuregulowanych kwestii własności, nie możliwe było, by na terenie przy ul. Pułaskiego powstało coś innego niż skłot. Alternatywą więc było centrum społeczne ze skłotem, albo niszczejący pustostan. To samo działanie miało miejsce w Berlinie, podczas zajmowania porzuconej przez właściciela przestrzeni pod RAW-Tempel. Są to więc działania wspomagające, a wręcz inicjujące rewitalizację dzielnicy, w sytuacjach problemów własnościowych, czy spekulacji gruntem, mających destruktywny wpływ na przestrzeń dzielnicy.

Tak rozumiana rewitalizacja to przede wszystkim proces ożywiania dzielnicy przez rozwój instytucji kulturalnych i ich różnorodność. Jest to więc strategia zbieżna, choć posiadające zupełnie inne, wręcz sprzeczne metody, do strategi rozwoju Bilbao. Mimo tych różnic, różnych grup docelowych, pomimo różnicy w skali oddziaływania, zbieżność ta każe zastanowić się nad rolą tak rozumianej rewitalizacji w rozwoju gospodarczym miasta. Naturalnie trudno tą rolę porównywać do sukcesu np. Bilbao ale tak oddolnie rozumiany rozwój dzielnicy, dzięki podnoszeniu jakości życia, wydaje się mieć istotną rolę, dla rozwoju, wizerunku i gospodarki miejskiej. Powstaje wtedy jednak pytanie o zagrożenia, o sens rewitalizacji, jeśli mimo, że zmieniająca mieszkańców za pomocą zmiany pokoleniowej, mimo że „pełzająca” to jednak następuje gentryfikacja, za nią spekulacja itd. Pojawia się więc problem, jak zwykle na końcu wszystkich chyba rozważań o zmianie i alternatywach; jak to zrobić, żeby system tego nie wchłoną, na tym nie zyskał, by się choć trochę zakrztusił.

Ociupinkę.