Kolaboracja z A-takiem

Od dłuższego czasu (krótszego jednak niż nie piszę nic na blogu, więc nie próbuję się nawet tłumaczyć), piszę serię artykułów a anarchitekturze, budownictwie partycypacyjnym w XX wieku dla A-taku.

Pierwszy artykuł o modernizmie, o jego spełnionych i niespełnionych obietnicach: http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2014/12/A-tak-nr-5.pdf

Drugi o anarchitekturze i znaczeniu partycypacji użytkowników w projektowniu i budowie: http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2014/12/atak6_fl.pdf

Następny artykuł opowiada o Hassanie Fathy i znaczeniu zgody na współprace architekta z użytkownikiem: http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2017/12/A-tak-nr-7.pdf

O Team X i o tym, czy przyszłość dla się przewidzieć,  czy możemy tylko „zakodować” w architekturze łatwe reagowanie na zmiany: http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2018/03/atak8_jakdruk3.pdf

Ralph Erskine i nowe spojrzenie profesjonalnych architektów na znaczenie wspólnoty ludzi zamieszkujących rewitalizowany teren: http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2018/09/atak9-web.pdf

O metodzie SAR Johna Hbrakena i tym, że możliwe jest połączenie technologii specjalistycznych i żywiołości metody gospodarczej: http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2019/02/atak10_web.pdf

O tym, że architekt projektuje w świecie jaki jest, ze wszystkimi szansami i ograniczeniami: http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2019/06/atak11_web1.pdf

… i o Segalu. Oczywiście: http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2019/02/atak10_web.pdf

 

Pojawiać się będą następne artykuły i będę je tutaj zamieszczał

Architect-activist. The socio-political attitude based on the works of Walter Segal

Tu fragmenty:

(…)

Reaction
Lack of flexibility and individual spaces, no possibility of having impact on the architecture, decisions made behind clerical desks, pride and arrogance of great modernist projects and, finally, condescending attitude towards citizens – all these were reasons for criticism of modernism, which was led by libertarian groups. Voice of anarchists was one and not the strongest one out of extensive trends critical of modernism, alongside architects and architecture critics, neighborhood associations, sociologists and activists associated with the emerging concept of sustainable development. But it was mainly the voice critical of urban development model, which was the modernist planning tool and expression of modern architecture. Anarchist criticism did not create a positive architectural theory, it was often immersed in the here and now, in experiments or fighting with the city bureaucracy. Anarchist criticism touches rather the issues of urban politics, sociology and the nature of ownership than the problem of architecture (Ward 2002).

Read more…

Budując wartości. Regionalne pogranicza modernizmu. cz.2

Artykuł ukazał się pierwotnie w 2. numerze kwartalniaka Rzut. Polecam.

Budując wartości. Regionalne pogranicza modernizmu. cz.1

Postawa

Za przykład takiego myślenia można uznać zaproponowaną przez Waltera Segala na przełomie lat 70. i 80. XX wieku metodę budowy. Jej założeniem było dostarczenie taniego i dostępnego budownictwa mieszkaniowego, ale także tworzenie i rozwój wspólnoty. Sposobem zarówno tworzenia lokalnej tożsamości, jak i obniżenia kosztów inwestycji był udział użytkowników w procesie projektowym i budowie. Dzięki wykorzystaniu dostępnych materiałów i łatwych technik budowlanych, tak by po przeszkoleniu mieszkańcy mogli sami skonstruować dom spełniający ich aktualne potrzeby, a w przyszłości dowolnie go modyfikować i rozbudowywać, możemy mówić o organicznym podejściu do architektury. Kładąc nacisk na twórcze możliwości mieszkańców, Segal zaproponował metodę budowy, która zgodna jest z definicją architektury wernakularnej sformułowanej przez Rosemary V. Hathaway, a którą przytacza Szewczyk: „użytkownik traktuje obiekt architektoniczny nie jako skończoną (przynajmniej pod względem estetycznym) całość, lecz jako przedmiot użytkowy, który można i należy dowolnie przekształcać w zależności od chwilowych potrzeb i upodobań”1. Próby poszerzenia dostępności mieszkań poprzez współudział mieszkańców w ich budowie były praktyką znaną przed powstaniem koncepcji Segala. Nowością nie była też ani stylistyka, ani konstrukcja, podobna do konstrukcji skandynawskich. Segal zaproponował jednak, rzadko spotykane, świadome kształtowanie procesu budowlanego. Całościowe spojrzenie uzupełnione jest przez odpowiednią organizację inwestycji i sposób finansowania – elementy, które nawzajem się wspomagają i potęgują pozytywne efekty.

Read more…

Budując wartości. Regionalne pogranicza modernizmu. cz.1

Artykuł ukazał się pierwotnie w 2. numerze kwartalniaka Rzut. Polecam

Prawdopodobnie każdą dyskusję na temat regionalizmu powinno się rozpocząć od doprecyzowania pojęć, od odpowiedzenia sobie na pytanie o jaki regionalizm chodzi. Jarosław Szewczyk pisze, że termin regionalizm rozumiany był bardzo różnie, co doprowadziło do zatarcia się znaczenia: „swobodne posługiwanie się tym lub bliskoznacznymi pojęciami wywołało zamieszanie leksykalne, dotyczące w szczególności takich określeń, jak: styl narodowy, regionalizm, regionalizm krytyczny, neoregionalizm, nowy regionalizm, wernakularyzm, neowernakularyzm, architektura oporu, architektura swojska, rodzima, wiejska, ludowa, styl lokalny, prowincjonalizm”1. Warto więc postawić pytanie, czy odwołujemy się do koncepcji intelektualnych, czy do praktyki budowlanej danego regionu. Ustalić należy czy architektura, o której mówimy ma charakter tradycyjny, ma przekazywać pamięć, czy jest współczesną działalnością i powinna raczej budować tożsamość. Czy odwołujemy się do konserwacji, stylizacji czy może postawy?

Read more…

Ekspedycja wolność

Polecam wspomóc inicjatywę, która przybliżyć ma greckie doświadczenia w oddolnej organizacji małych społeczności. Na oddolną architekturę też na pewno nie zabraknie miejsca.

Ruszyła zbiórka funduszy na drugi etap Ekspedycji Wolność! Instrukcja obsługi:

1. Wejdź na stronę http://goteo.org/project/expedition-freedom/?lang=pl

2. Wesprzyj nas równowartością Twojej ostatniej sobotniej kolacji na mieście.

3. Przekaż ten link przyjaciołom i znajomym.

4. Jeśli masz stronę, na której możesz poinformować o naszej kampanii, daj znać (petros@freelab.org.pl), a my Ci wyślemy link do banneru!

ośmiogodzinny dzień pracy

W ostatnią sobotę (tak, wiem że długo się zbieram) odbył się w Krakowie protest przeciwko planom rozmontowania 8-godzinnego dnia pracy. Już nie tylko nikt nie patrzy, że umowy śmieciowe podpisywane są pomiędzy pracownikiem a pracodawcą przy pracach, które nie spełniają definicji umowy o dzieło czy  zlecenia, ale rząd pracodawców próbuje upodobnić umowę o pracę do umowy śmieciowej. W skrócie rząd pozwala pracodawcom uniknąć płacenia za faktyczne nadgodziny (do 5 godzin nadgodzin dziennie) powiększoną o dodatek stawkę. A także rozbraja pewność pracy i płacy tzn. w chwilach zastoju pracodawca może wysłać cię na niepłatny urlop. Mechanizm okradania pracowników najlepiej opisany jest tutaj. A projekt ustawy tutaj.

Na demonstracji, jak zwykle było mało ludzi. Niestety nie dziwi mnie to w kraju w którym oficjalną religią jest konserwatywny kapitalizm.Wpierw poświęcenie, potem wyzysk (chronologicznie).

Nie dziwi i trochę dziwi. Dziwi, że nie widziałem żadnego znajomego architekta, konstruktora, instalatora, kierownika budowy. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że związek pracodawców – izba architektoniczna czy klub zadowolonych z siebie – SARP napomknął nt. zarobków i czasu pracy młodych architektów. Ale prawda jest taka, że to przeciwko nam – pracownikom firm związanych z budownictwem napisana została ta umowa. Sezonowość, przestoje, nadgodziny podczas rysowania konkursów i oddawania projektu. Wszystko to coraz mniej będzie się opłacać.

Kto chce niech sobie tłumaczy, że to nie tak łatwo, że to za zgodą pracowników, że trzeba zrozumieć przedsiębiorcę itd. Ja mam to w dupie. Jako pracownik jestem zawsze na słabszej pozycji, zwłaszcza w Polsce. Kto chce niech powtarza, że za nadgodziny i tak nie płacą wcale, albo płacą normalną stawkę. Ten argument tez mam w dupie, bo legalizowanie takiego stanu rzeczy jest okradaniem mnie, nawet jeśli potencjalnie i odbiera mi szansę na lepszą pracę. Kto chce niech powtarza, że teraz jest ciężko o pracę. Na pewno, mogąc płacić dwóm pracownikom za dotychczasowy czas pracy trzech, pracodawca „stworzy” nowe miejsce pracy.

My sami jesteśmy sobie winni. Zakochani w swojej pracy pozwalamy się okłamywać. Nie mamy żadnych organizacji, żadnej świadomości kim jesteśmy. Partnerem? Kolegą szefa? Pracownikiem? Za architektoniczną solidarność, za „koleżeństwo”, kłamstwo, że nie ma szefów, za obietnicę buławy w plecaku oddajemy umowy o pracę, płatne nadgodziny, życie osobiste. Ja też znam to uczucie, tą subtelną różnicę, że ja użeram się o kasę, brudzę duszę, a szef po prostu nie płaci lub płaci za mało, to naturalne, tego wymaga sytuacja finansowa, tego wymaga projekt, projekt z którym jesteś związany. Wiem jak trudno by w tym środowisku, w tych małych zakładach pracy, w których chodzisz na piwo z szefem, pojawiło się coś tak nieprzyjemnego i przyziemnego jak związek zawodowy. Jak konflikt z szefem.

Pewnie większość z nas musi się z tym pogodzić. Ale godząc się powinniśmy znać prawdę, musimy zrozumieć to, że pracujemy za darmo, zbyt długo a w plecaku nie ma buławy. Jest rachunek za telefon i bilety na koncert na który z braku czasu nie pójdziesz.

Wzywają nas

Wzywają nas.

Na początku marca obyć ma się w Krakowie Forum Mieszkańców i Mieszkanek Krakowa. Jest to próba usystematyzowania, nadania formy momentowi protestu, który miał miejsce w  maju w Krakowie, kiedy to na rynku zostało rozbite miasteczko namiotowe. Miasteczko, które zaskoczyło wszystkich: pierwszego obozowicza zaskoczyło, to kto odpowiedział na jego gest, resztę obozowiczów – ogólnie pozytywny odbiór przez krakowian, urzędników zaskoczyła wydana przez nich decyzja, do tego stopnia, że musieli naginać prawo i łamać swobody obywatelskie, by rozbić miasteczko, a mnie zaskoczyła – mimo wszystko – żenujący poziom wypowiedzi urzędników nt. miasteczka, wstydu przed turystami i tp głupot. Jest godnym szacunku to, że znalazło się tyle zaangażowanych osób, by ferment ten podtrzymać. Od zeszłej wiosny krakowianie ścierali się z arogancką władzą po wielokroć: przeciwko zamykaniu szkół, planom budowy wewnątrzmiejskich autostrad, przeciwko smogowi itd, a w wydarzeniach tych czynną rolę odgrywali aktywiści tej dosyć amorficznej struktury jaką jest Prawo Do Miasta.

Warte podkreślenia jest to, że niezależnie kto protestował, architekci, anarchiści czy cykliści, najważniejsze protesty dotyczyły nie tylko niezgody na niekonsultowane propozycje władz, ale i podawały UMK na tacy alternatywne, lepsze rozwiązania, jak Aleja Mogilska czy pomysły walki ze smogiem. Ważne jest też to, że – oczywiście z różnym naciskiem, w zależności od sprawy i organizacji – propozycje te wykazywały wrażliwość społeczną. Ostatnie spory Federacji Anarchistycznej z Krakowskim Alarmem Smogowym, dobrze obrazują, że organizacje obywatelskie, kłócą się „w jaki sposób”, a nie „czy” pomagać najsłabszym.

Jest w tym wszystkim potencjał, nie dlatego, że powstało wiele organizacji i całkiem nieźle krakowianie potrafią się organizować wokół problemu, ale z powodu, o którym z nadzieją na miejskie rewolucje, pisano już nie raz : już nie tylko organizacje zakorzenione w szerszej filozofii i idei (FA, PDM), ale też stowarzyszenia konkretnego problemu (smog), lub konkretnej grupy użytkowników (rowerzyści) czytają (lepiej lub gorzej) cała mapę miejską: z nierównościami, wykluczeniem, brakiem  rzeczywistej demokracji i wynikających z tego problemów: opału ze śmieci, faworyzowaniu aut itd.  To jest oczywiście tekst pisany tylko z nadzieją na proces, który może rozpocząć forum. Póki co, w Krakowie dalej jest syf błota pośniegowego, prymitywnej ekonomizacji życia, tworzenia z miasta disneylandu i intelektualnej gnuśności, nie tylko wśród władz. Miasto sprzedaje ostatnią dużą działkę w obrębie I Obwodnicy bez planu zagospodarowania, by, dzięki brakom zasad, pogrążony w kryzysie finansów Urząd mógł być korumpowany przez inwestora: by ze szkodą dla mieszkańców móc podwyższyć inwestorowi stopę zwrotu (nie określając ilości miejsc parkingowych na działce, procentu powierzchni biologicznie czynnej czy charakteru usług w budynku)  i samemu móc zażądać więcej za sprzedaż działki.

Przed Forum Miejskim, stoją te same problemy i szanse, które stały przed Kongresami Ruchów Miejskich: brak konkretnego kręgosłupa, amorficzność, spotkanie bardzo rożnych organizacji, często o przeciwstawnych celach, a z drugiej strony otwartość i umiejętność tworzenia fermentu i nadzieja na współpracę.

Jest w tym szansa samoorganizacji. Być może następny Kongres Ruchów Miejskich, będzie – tak jak opisywał Bookchin – sejmikiem przedstawicieli Forów Miejskich Łodzi, Warszawy, Wrocławia, Lublina itd. a nie organizacji konkretnych problemów z różnych miast.

W końcu idzie wiosna.

źródło: c.asset.soup.io

źródło: c.asset.soup.io

Architype cz.2

… Dodać trzeba, że pomimo że z biegiem lat Architype projektował coraz więcej budynków użyteczności publicznej, zwłaszcza szkół, siłą rzeczy pozostawiając na boku metodę Segala, wymyśloną i dającą najlepsze, zwłaszcza niematerialne efekty w przypadku domów, to drewniany szkielet, racjonalność, minimalizacja środków i kosztów w dalszym ciągu są ważnymi cechami projektów anglików. Idea partycypacji, tak ważna w projektach Segala, także dostosowana została do potrzeb budynków użyteczności publicznej. Pomimo ewidentnych różnic pomiędzy projektowaniem dla konkretnego człowieka a dla bliżej niezdefiniowanej grupy, projektanci z Architype zaproponowali budynek społecznego centrum, częściowo prefabrykowany, do budowy rękami lokalnej wspólnoty. Idea Segala pozostaje żywa.

Prefabrykowane centrum społeczne Mod-e-Com, źródło: architype.co.uk

Prefabrykowane centrum społeczne Mod-e-Com, źródło: architype.co.uk

Read more…

Architype cz.1

Nie ciągnie mnie do świata. Zamiast Wietnamu wolałbym znaleźć czas by rowerem przejechać się po wschodnim Podlasiu, Lasach Janowskich czy Pogórzu Przemyskim. Nie ciągnie mnie do świata i nie jarają mnie biura MVRDV, BIG, MAD i inne takie (chociaż ich wybryki czasem są świetne), jest jednak drobny (bo nie porównywalny do wymienionych) wyjątek: Architype.

Chiltern Hills Gateway Centre, źródło:livegreenblog.com

Chiltern Hills Gateway Centre, źródło: livegreenblog.com

Jeśli miałbym więc zamienić zadymiony i szary Kraków – zamienić bym mógł go na równie szary i mniej zadymiony Londyn. Nie chodzi tu o moją ślepą miłość (lub nie tylko) do projektów Segala, których pokłosiem po części jest to biuro, ani o trudną, łącząca mnie z Architype, miłość do standardu pasywnego, ale o skromność, bezpretensjonalność i mądrość a przy tym elegancję budynków projektowanych przez ten zespół.

Read more…

firma Poznań i jej pakiety lojalnościowe

Władze Poznania opracowują nową strategię Polityki Mieszkaniowej Miasta. Pamiętając wkład władz w teorię zrównoważonego rozwoju miast (min. dzięki programowi gett kontenerowych czy wspomaganiu gentryfikacji), można spodziewać się kolejnego dokumentu, dowodzącego, że miasto nie jest niczym innym niż spółką akcyjną.

Do dyskusji nad dokumentem włączyło się także miejskie Poznańskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego.

Głos prezesa PTBS jest nieco odmienny. Jego propozycja (więcej tu i tu) jest z jednej strony potrzebna, skierowana zaledwie do niewielkie grupy spośród osób młodych, ale także potrzebującej pomocy. Z drugiej, przynajmniej na obecnym etapie i z tego co donoszą media – dosyć dziurawa. PTBS chce budować mieszkania na wynajem dla absolwentów poznańskich wyższych uczelni. Niewielkie, dwupokojowe i maksymalnie 46-metrowe mieszkania byłyby tanie w budowie na tyle, aby najemców było stać na partycypację (30 proc. wartości), bez konieczności brania kredytu.

Read more…

Plotlands for All

„Ale gdy spojrzysz na społeczeństwo z anarchistycznej perspektywy, odkryjesz, że alternatywy już istnieją, w szparach dominującej struktury władzy. Jeśli chcesz stworzyć wolne społeczeństwo, jego części trzymasz w ręce.”

Colin Ward, Anarchia i państwo

Plotlands, które można porównać do polskich ogródków działkowych zaczęły powstawać po załamaniu się rynku rolnego w Anglii w 1870 roku w konsekwencji wzrostu importu z kolonii i upadku części gospodarstw, zwłaszcza na gorszych ziemiach południowo-wschodniej Anglii. Ziemie te zostały podzielone na małe działki i tanio sprzedane przez posiadaczy. Był to po części powrót na wieś ludzi, których rodzice w pierwszej połowie XIX wieku musieli się przenieść do miast, lub zostali wręcz siłą przesiedleni, a po części ucieczka od przeludnionych angielskich centrów przemysłowych pełnych slumsów. Mieszkalne znaczenie plotlands było jednak niewielkie a pomysł narodził się raczej jako robotnicza działka za miastem.

Read more…

Wolność, jak się wydaje, wiąże się z niedoskonałością, z prawem do niedoskonałości*

„Jak byś się poczuł, gdybyś odkrył, że społeczeństwo w którym chciałbyś żyć istnieje. Pomijając parę lokalnych niedogodności w rodzaju eksploatacji, wojen, dyktatur i głodu? (…) anarchistyczne społeczeństwo, społeczeństwo, które organizuje się samoistnie bez władzy, ciągle istnieje, tak jak ziarno przykryte śniegiem, przygniecione ciężarem państwa i jego biurokracji, kapitalizmu, jego marnotrawstwa i niesprawiedliwości, nacjonalizmu i jego samobójczych lojalności i nietolerancji religijnych z ich przesądnym separatyzmem.”

To ciepłe i typowe dla Colina Warda pytanie próbuje wyjść poza – totalne w swojej genezie – koncepcje „czystości”, „prawdziwości” anarchistycznej społeczności i anarchistycznego działania, poza wybór „wszystko albo nic”. W swoich pismach i badaniach Ward, brytyjski myśliciel anarchistyczny i architekt, zdejmuje z anarchizmu ciężar utopii, ciężar konkretu, który został wymyślony i należy do niego dążyć. Ward zdejmuje ciężar stworzenia nowego człowieka, nowej kultury, budowy nowego świata od zaraz. Kiedy pisze o ziarnie to myśli raczej o roślinie, która rośnie latami a po drodze się wygina i przykrywa śniegiem, niż takiej, która wybija się w ciągu jednej nocy. Kiedy pisze o anarchistycznej społeczności, organizacji czy praktyce to o bardziej lub mniej „anarchistycznej”, „egalitarnej” czy „dobrowolnej”. Zawsze zanurzonej w wielu kontekstach, w ludzkich możliwościach i pomyłkach. I mimo że Ward zdaje sobie sprawę z tego, że wielu państwo się opłaca i wielu lubi być rządzonymi, to przekonany jest, że to głównie dzięki wzajemnej pomocy i dobrowolnym związkom, a nie przymusowym instytucjom istnieje społeczeństwo Read more…

lepiej jak jest więcej

Dobrze, że powstają blogi o architekturze, którą nie mogą pochwalić się miejscowe samorządy, na której otwarcie nikt nie przyjeżdża z mediami i nożyczkami i, której nie spotkamy na branżowych portalach. Ważne, jednak by ta architektura rzeczywiście zwiększała jakość życia, a nie stanowiła dla niego zagrożenia: anarchitektura.tumblr.com

Widmo Segala

Widmo krąży po Europie, widmo Waltera Segala. Nie wiele jest w niej krajów, w którym to widmo było by tak potrzebne, a jest tak blade – jak w Polsce (największy stopień przeludnienia wśród ludzi zagrożonych ubóstwem w UE). Brytyjski architekt James Lingard przeprowadził analizę zasobów mieszkaniowych gdańskiej dzielnicy Wrzeszcz, z której wynika, że aby zaspokoić potrzeby lokalowe mieszkańców należałoby przez kolejne 20 lat budować 1300 mieszkań rocznie. Jednocześnie niewystarczające środki*, które władze Gdańska otrzymały na rozwój budownictwa mieszkaniowego pozwalają na budowę zaledwie 700 mieszkań i to o powierzchni zaledwie 32m.kw. (dokładne dane podaje sam autor). Aby więc zacząć rzeczywiście rozwiązywać problem braku mieszkań, przy tak ograniczonych zasobach* należałoby budować odpowiednią liczbę klitek 17-metrowych albo przywołać widmo Waltera Segala.

Read more…

a jednak się kręci

Świeżutkie jak królowa Elżbieta II zdjęcia dwóch londyńskich osiedli Waltera Segala, autorstwa mojego brata. Budynki przez te lata zostały dostosowane do osobistych gustów i pomysłów, budynki zostały rozbudowane w miarę potrzeb i środków, budynki są przytulne i schludne. A jednak się kręci…

Read more…

Zestaw squattingowy – unplugged

Autonomia budynku czy zespołu budynków jest jedną z ciekawszych koncepcji projektowania, czasem jednak jest po prostu jedynym wyjściem. Na squatach brak podpisu właściciela nieruchomości często uniemożliwia podpięcia podstawowych instalacji takich jak woda, prąd i gaz. Oczywiście można montować butle gazowe, prąd czerpać z akumulatorów, czy generatorów, ale zdobycie tych dóbr jest problemem przynajmniej w początkowej fazie zasiedlania pustego budynku a i później ograniczenia generatorów czy akumulatorów utrudnia użytkowanie urządzeń potrzebujących stałego dostępu do prądu jak lodówki natomiast użytkowanie gazu do ogrzewania wody może być ograniczone ze względu na ceny butli. Nawet jeśli posiadamy niezły, autonomiczny system pozyskiwania takiej czy innej energii warto go odciążać jak tylko efektywnie można. W tym poście chciałbym przedstawić kilka koncepcji urządzeń które umożliwiają od pierwszych dni posiadanie takich dóbr jak lodówka, palenisko, ciepła woda bez podłączenia do sieci miejskich i bez potrzeby zdobywania gazowych butli czy generatorów.

Read more…

ooo weź to, lub to

Drogi Czytelniku!
Blog, który – mam przyjemność – czytasz, od początku pomyślany był jako oparty na tekście, jedynie uzupełnianym linkami i zdjęciami. Tą formułę staram się tu utrzymać, równocześnie internet co rusz obradza nowymi stronami/artykułami/zdjęciami dotyczącymi tematyki bloga, których nie mam czasu a często potrzeby komentować a którymi chciałbym się podzielić. Nie chcąc zaśmiecać wordpressa, stworzyłem profil anarchitektury na Fb by tam linkować do bloga, dzielić się, wymieniać, mieszać, dyskutować i oskarżać o kumoterstwo.

Zapraszam:

 

litr światła

Slumsy nie są inspirujące, ograniczona ilość środków, brak równego dostępu do bogactwa i systemowych prób rozwiązania tego problemu nie są w porządku, brak czystej wody, prądu, miejsca jest oburzający, ale pomysły powstające na styku biedy i techniki poruszają wyobraźnię.

W osiedlach biedoty miast Filipin częstym problemem jest brak okien, co za tym idzie – światła, w prowizorycznych konstrukcjach, które zmuszeni są nazywać domami. Okna są droższe niż ściana, mniej szczelne i trudniejsze w zdobyciu, a czasem, z powodu olbrzymiego ścisku pomiędzy budynkami, brak na nie zwyczajnie miejsca a to, przy częstym braku prądu, pozostawia znaczne fragmenty domu w mroku. Z m.in. tego powodu, życie dzienne musi przenosić się na ulicę lub do fragmentu mieszkania przy drzwiach, a to utrudnia na przykład naukę dzieci.

źródło: isanglitrongliwanag.org

Rozwiązaniem jest znów litrowa butelka po wodzie czy pepsi. Wypełniona wodą i wybielaczem, zamontowana w taki sposób, by pół jej wystawało ponad dach i połowa wisiała w mieszkaniu – staje się żarówką solarną, czy świetlikiem o niezłej mocy (w warunkach Filipin. do 60W). To, jak przekonują organizatorzy akcji 1 litr światła, znacznie poprawia jakość życia mieszkańców. Woda, którą wypełniona jest butelka transportuje światło, natomiast wybielacz konserwuję wodę, uniemożliwiając rozwijać się zarazkom, co daje temu rozwiązaniu 5-letnią trwałość. Butelka-świetlik wykorzystywana jest także w szkołach i kościołach równomiernie oświetlając pomieszczenia dziennym światłem.

Tak jest, że z z pewnego, minimalnego poziomu, łatwo przenieść się dużo wyżej i nie trzeba do tego wiele, ale czasem warto wierzyć, że chociaż (kwestionując motto linkowanego serwisu) technika nie zmieni świata to naprawdę pomoże stworzyć go dużo bardziej znośnym.

źródło: isanglitrongliwanag.org

budowanie