Architect-activist. The socio-political attitude based on the works of Walter Segal

Tu fragmenty:

(…)

Reaction
Lack of flexibility and individual spaces, no possibility of having impact on the architecture, decisions made behind clerical desks, pride and arrogance of great modernist projects and, finally, condescending attitude towards citizens – all these were reasons for criticism of modernism, which was led by libertarian groups. Voice of anarchists was one and not the strongest one out of extensive trends critical of modernism, alongside architects and architecture critics, neighborhood associations, sociologists and activists associated with the emerging concept of sustainable development. But it was mainly the voice critical of urban development model, which was the modernist planning tool and expression of modern architecture. Anarchist criticism did not create a positive architectural theory, it was often immersed in the here and now, in experiments or fighting with the city bureaucracy. Anarchist criticism touches rather the issues of urban politics, sociology and the nature of ownership than the problem of architecture (Ward 2002).

Read more…

Budując wartości. Regionalne pogranicza modernizmu. cz.2

Artykuł ukazał się pierwotnie w 2. numerze kwartalniaka Rzut. Polecam.

Budując wartości. Regionalne pogranicza modernizmu. cz.1

Postawa

Za przykład takiego myślenia można uznać zaproponowaną przez Waltera Segala na przełomie lat 70. i 80. XX wieku metodę budowy. Jej założeniem było dostarczenie taniego i dostępnego budownictwa mieszkaniowego, ale także tworzenie i rozwój wspólnoty. Sposobem zarówno tworzenia lokalnej tożsamości, jak i obniżenia kosztów inwestycji był udział użytkowników w procesie projektowym i budowie. Dzięki wykorzystaniu dostępnych materiałów i łatwych technik budowlanych, tak by po przeszkoleniu mieszkańcy mogli sami skonstruować dom spełniający ich aktualne potrzeby, a w przyszłości dowolnie go modyfikować i rozbudowywać, możemy mówić o organicznym podejściu do architektury. Kładąc nacisk na twórcze możliwości mieszkańców, Segal zaproponował metodę budowy, która zgodna jest z definicją architektury wernakularnej sformułowanej przez Rosemary V. Hathaway, a którą przytacza Szewczyk: „użytkownik traktuje obiekt architektoniczny nie jako skończoną (przynajmniej pod względem estetycznym) całość, lecz jako przedmiot użytkowy, który można i należy dowolnie przekształcać w zależności od chwilowych potrzeb i upodobań”1. Próby poszerzenia dostępności mieszkań poprzez współudział mieszkańców w ich budowie były praktyką znaną przed powstaniem koncepcji Segala. Nowością nie była też ani stylistyka, ani konstrukcja, podobna do konstrukcji skandynawskich. Segal zaproponował jednak, rzadko spotykane, świadome kształtowanie procesu budowlanego. Całościowe spojrzenie uzupełnione jest przez odpowiednią organizację inwestycji i sposób finansowania – elementy, które nawzajem się wspomagają i potęgują pozytywne efekty.

Read more…

Budując wartości. Regionalne pogranicza modernizmu. cz.1

Artykuł ukazał się pierwotnie w 2. numerze kwartalniaka Rzut. Polecam

Prawdopodobnie każdą dyskusję na temat regionalizmu powinno się rozpocząć od doprecyzowania pojęć, od odpowiedzenia sobie na pytanie o jaki regionalizm chodzi. Jarosław Szewczyk pisze, że termin regionalizm rozumiany był bardzo różnie, co doprowadziło do zatarcia się znaczenia: „swobodne posługiwanie się tym lub bliskoznacznymi pojęciami wywołało zamieszanie leksykalne, dotyczące w szczególności takich określeń, jak: styl narodowy, regionalizm, regionalizm krytyczny, neoregionalizm, nowy regionalizm, wernakularyzm, neowernakularyzm, architektura oporu, architektura swojska, rodzima, wiejska, ludowa, styl lokalny, prowincjonalizm”1. Warto więc postawić pytanie, czy odwołujemy się do koncepcji intelektualnych, czy do praktyki budowlanej danego regionu. Ustalić należy czy architektura, o której mówimy ma charakter tradycyjny, ma przekazywać pamięć, czy jest współczesną działalnością i powinna raczej budować tożsamość. Czy odwołujemy się do konserwacji, stylizacji czy może postawy?

Read more…

Ekspedycja wolność

Polecam wspomóc inicjatywę, która przybliżyć ma greckie doświadczenia w oddolnej organizacji małych społeczności. Na oddolną architekturę też na pewno nie zabraknie miejsca.

Ruszyła zbiórka funduszy na drugi etap Ekspedycji Wolność! Instrukcja obsługi:

1. Wejdź na stronę http://goteo.org/project/expedition-freedom/?lang=pl

2. Wesprzyj nas równowartością Twojej ostatniej sobotniej kolacji na mieście.

3. Przekaż ten link przyjaciołom i znajomym.

4. Jeśli masz stronę, na której możesz poinformować o naszej kampanii, daj znać (petros@freelab.org.pl), a my Ci wyślemy link do banneru!

ośmiogodzinny dzień pracy

W ostatnią sobotę (tak, wiem że długo się zbieram) odbył się w Krakowie protest przeciwko planom rozmontowania 8-godzinnego dnia pracy. Już nie tylko nikt nie patrzy, że umowy śmieciowe podpisywane są pomiędzy pracownikiem a pracodawcą przy pracach, które nie spełniają definicji umowy o dzieło czy  zlecenia, ale rząd pracodawców próbuje upodobnić umowę o pracę do umowy śmieciowej. W skrócie rząd pozwala pracodawcom uniknąć płacenia za faktyczne nadgodziny (do 5 godzin nadgodzin dziennie) powiększoną o dodatek stawkę. A także rozbraja pewność pracy i płacy tzn. w chwilach zastoju pracodawca może wysłać cię na niepłatny urlop. Mechanizm okradania pracowników najlepiej opisany jest tutaj. A projekt ustawy tutaj.

Na demonstracji, jak zwykle było mało ludzi. Niestety nie dziwi mnie to w kraju w którym oficjalną religią jest konserwatywny kapitalizm.Wpierw poświęcenie, potem wyzysk (chronologicznie).

Nie dziwi i trochę dziwi. Dziwi, że nie widziałem żadnego znajomego architekta, konstruktora, instalatora, kierownika budowy. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że związek pracodawców – izba architektoniczna czy klub zadowolonych z siebie – SARP napomknął nt. zarobków i czasu pracy młodych architektów. Ale prawda jest taka, że to przeciwko nam – pracownikom firm związanych z budownictwem napisana została ta umowa. Sezonowość, przestoje, nadgodziny podczas rysowania konkursów i oddawania projektu. Wszystko to coraz mniej będzie się opłacać.

Kto chce niech sobie tłumaczy, że to nie tak łatwo, że to za zgodą pracowników, że trzeba zrozumieć przedsiębiorcę itd. Ja mam to w dupie. Jako pracownik jestem zawsze na słabszej pozycji, zwłaszcza w Polsce. Kto chce niech powtarza, że za nadgodziny i tak nie płacą wcale, albo płacą normalną stawkę. Ten argument tez mam w dupie, bo legalizowanie takiego stanu rzeczy jest okradaniem mnie, nawet jeśli potencjalnie i odbiera mi szansę na lepszą pracę. Kto chce niech powtarza, że teraz jest ciężko o pracę. Na pewno, mogąc płacić dwóm pracownikom za dotychczasowy czas pracy trzech, pracodawca „stworzy” nowe miejsce pracy.

My sami jesteśmy sobie winni. Zakochani w swojej pracy pozwalamy się okłamywać. Nie mamy żadnych organizacji, żadnej świadomości kim jesteśmy. Partnerem? Kolegą szefa? Pracownikiem? Za architektoniczną solidarność, za „koleżeństwo”, kłamstwo, że nie ma szefów, za obietnicę buławy w plecaku oddajemy umowy o pracę, płatne nadgodziny, życie osobiste. Ja też znam to uczucie, tą subtelną różnicę, że ja użeram się o kasę, brudzę duszę, a szef po prostu nie płaci lub płaci za mało, to naturalne, tego wymaga sytuacja finansowa, tego wymaga projekt, projekt z którym jesteś związany. Wiem jak trudno by w tym środowisku, w tych małych zakładach pracy, w których chodzisz na piwo z szefem, pojawiło się coś tak nieprzyjemnego i przyziemnego jak związek zawodowy. Jak konflikt z szefem.

Pewnie większość z nas musi się z tym pogodzić. Ale godząc się powinniśmy znać prawdę, musimy zrozumieć to, że pracujemy za darmo, zbyt długo a w plecaku nie ma buławy. Jest rachunek za telefon i bilety na koncert na który z braku czasu nie pójdziesz.

Wzywają nas

Wzywają nas.

Na początku marca obyć ma się w Krakowie Forum Mieszkańców i Mieszkanek Krakowa. Jest to próba usystematyzowania, nadania formy momentowi protestu, który miał miejsce w  maju w Krakowie, kiedy to na rynku zostało rozbite miasteczko namiotowe. Miasteczko, które zaskoczyło wszystkich: pierwszego obozowicza zaskoczyło, to kto odpowiedział na jego gest, resztę obozowiczów – ogólnie pozytywny odbiór przez krakowian, urzędników zaskoczyła wydana przez nich decyzja, do tego stopnia, że musieli naginać prawo i łamać swobody obywatelskie, by rozbić miasteczko, a mnie zaskoczyła – mimo wszystko – żenujący poziom wypowiedzi urzędników nt. miasteczka, wstydu przed turystami i tp głupot. Jest godnym szacunku to, że znalazło się tyle zaangażowanych osób, by ferment ten podtrzymać. Od zeszłej wiosny krakowianie ścierali się z arogancką władzą po wielokroć: przeciwko zamykaniu szkół, planom budowy wewnątrzmiejskich autostrad, przeciwko smogowi itd, a w wydarzeniach tych czynną rolę odgrywali aktywiści tej dosyć amorficznej struktury jaką jest Prawo Do Miasta.

Warte podkreślenia jest to, że niezależnie kto protestował, architekci, anarchiści czy cykliści, najważniejsze protesty dotyczyły nie tylko niezgody na niekonsultowane propozycje władz, ale i podawały UMK na tacy alternatywne, lepsze rozwiązania, jak Aleja Mogilska czy pomysły walki ze smogiem. Ważne jest też to, że – oczywiście z różnym naciskiem, w zależności od sprawy i organizacji – propozycje te wykazywały wrażliwość społeczną. Ostatnie spory Federacji Anarchistycznej z Krakowskim Alarmem Smogowym, dobrze obrazują, że organizacje obywatelskie, kłócą się „w jaki sposób”, a nie „czy” pomagać najsłabszym.

Jest w tym wszystkim potencjał, nie dlatego, że powstało wiele organizacji i całkiem nieźle krakowianie potrafią się organizować wokół problemu, ale z powodu, o którym z nadzieją na miejskie rewolucje, pisano już nie raz : już nie tylko organizacje zakorzenione w szerszej filozofii i idei (FA, PDM), ale też stowarzyszenia konkretnego problemu (smog), lub konkretnej grupy użytkowników (rowerzyści) czytają (lepiej lub gorzej) cała mapę miejską: z nierównościami, wykluczeniem, brakiem  rzeczywistej demokracji i wynikających z tego problemów: opału ze śmieci, faworyzowaniu aut itd.  To jest oczywiście tekst pisany tylko z nadzieją na proces, który może rozpocząć forum. Póki co, w Krakowie dalej jest syf błota pośniegowego, prymitywnej ekonomizacji życia, tworzenia z miasta disneylandu i intelektualnej gnuśności, nie tylko wśród władz. Miasto sprzedaje ostatnią dużą działkę w obrębie I Obwodnicy bez planu zagospodarowania, by, dzięki brakom zasad, pogrążony w kryzysie finansów Urząd mógł być korumpowany przez inwestora: by ze szkodą dla mieszkańców móc podwyższyć inwestorowi stopę zwrotu (nie określając ilości miejsc parkingowych na działce, procentu powierzchni biologicznie czynnej czy charakteru usług w budynku)  i samemu móc zażądać więcej za sprzedaż działki.

Przed Forum Miejskim, stoją te same problemy i szanse, które stały przed Kongresami Ruchów Miejskich: brak konkretnego kręgosłupa, amorficzność, spotkanie bardzo rożnych organizacji, często o przeciwstawnych celach, a z drugiej strony otwartość i umiejętność tworzenia fermentu i nadzieja na współpracę.

Jest w tym szansa samoorganizacji. Być może następny Kongres Ruchów Miejskich, będzie – tak jak opisywał Bookchin – sejmikiem przedstawicieli Forów Miejskich Łodzi, Warszawy, Wrocławia, Lublina itd. a nie organizacji konkretnych problemów z różnych miast.

W końcu idzie wiosna.

źródło: c.asset.soup.io

źródło: c.asset.soup.io