Ulice są nasze
Część zauważa to i szuka drogi wyjścia. Kiedy to czytasz, na ulicach miast pisane są treści w akcie oporu przeciwko temu gównianemu systemowi. Co mają z tym wspólnego puszka farby, wiadro kleju czy wlepki? Są wywrotowymi narzędziami w walce przeciwko klasie rządzącej, zmuszającej nas do niewolnictwa za zapłatę. Plakaty, szablony, tagi, wrzuty umieszczane są w przestrzeni publicznej, by zakwestionować status quo. Wszyscy mamy powoli dość tego shitu. Ten tekst, ten i inne akty oporu wykonywane są po to, by stworzyć silną kulturę sprzeciwu wobec kapitalizmu.
Kontrewolucja purystów
Osiedle ZUP Perseigne (zone a urbaniser en priorite) w Alençon we Francji powstało w latach 1958-1969 w ramach rządowego, modernistycznego projektu masowego budownictwa (powojenne zniszczenia, standaryzacja, prefabrykacja). Osiedle było typowym przykładem monotonnego blokowiska, efektem działania na zasadzie jednego, bezdyskusyjnego, znaczącego gestu.
Jednak to nie problemy społeczne, na które wpływ miała także architektura i urbanistyka osiedla, zainicjowały zmiany w dzielnicy a walka o zachowanie terenów zielonych przeprowadzona w 1974 roku.
Działania te w znacznym stopniu przyczynił się do zwycięstwa lewicy w 1977 roku, a ta z kolei wprowadziła
program rewitalizacji i oddania kontroli mieszkańców nad dzielnicami. W 1980 roku zaangażowano do pracy nad społeczną i architektoniczną rewitalizacją ZUP, doświadczonego w odzyskiwaniu władzy nad przestrzenią na rzecz lokatorów Luciana Krolla.
Prace rozpoczęły się od konsultacji z lokatorami i rehabilitacji mieszkań przy 9 Kennedy Avenue. Drugi etap obejmował rewitalizację dwóch sąsiednich ulic. Pomimo ograniczonego budżetu 75 000 (11 400 euro) przypadające na mieszkanie, każda rodzina miała wybór między gankiem, balkonem (otwartym lub zamkniętym), większa kuchnia, spiżarnia lub loggia. Wybrać można było także materiały użyte do wykończenia wnętrz. Kroll oddał więc ograniczony pakiet wyborów mieszkańcom, był on jednak na tyle szeroki by zindywidualizować mieszkania i elewacje. Ważne, że mieszkańcy zarówno wybierali możliwości, jak i wpływali na ukształtowanie ich zestawu (konsultacje). Pomimo że spora część mieszkańców wybrała werandy by złapać trochę słońca i zainstalować na nich ogrody zimowe, całość budynku tworzy różnorodny, kolorowy i nieco chaotyczny obraz domu. Zindywidualizowano wielkość mieszkań od małych po duże apartamenty (połączone małe mieszkania), zindywidualizowano charter elewacji za pomocą werand, ganków i loggi, doklejonych na dachu mieszkań i skośnych dachów. Oświetlono balkony i place, zadbano o rysunek posadzki (także za pomocą asfaltu) i małą architekturę. Wreszcie wypełniono pustą przestrzeń nową niską, małomiasteczkową zabudową. Standardowe osiedle dla statystycznych jednostek przekształcone zostały w żywiołowy, zdecydowanie osobisty krajobraz miejski.”1
Jest to jedna z nielicznych rewitalizacji, w których rzeczywiście wysłuchano głosu lokatorów. Sporadyczność takich rozwiązań jest tym bardziej dziwna, że w przypadku przekształcania zamieszkałych już przecież przestrzeni, to lokatorzy wiedzą najlepiej co działa dobrze a co źle na ich osiedlu.
Udana rewitalizacja zone a urbaniser en priorite w Alençon, jako prawdziwa zmiana doczekała się kontrrewolucji w postaci estetyki neomodernistycznej. Domy (bo nie bloki) wspólnego projektu Krolla i mieszkańców malowane są w odcieniach eleganckiej szarości i przemieniane z powrotem w modernistyczne prostopadłościany. Modernizacja prowadzona jest w duchu pierwotnych bloków z lat 60, tych dla których projekt rewitalizacji był humanistyczną alternatywą.

Po modernizacji; czyste, eleganckie bloki modernistyczne w odcieniach ciepłej szarości. Jak rozpoznasz swoje okno?, Źróło: http://place-publique-alencon.blogspot.com
Czy rewolucja upadła? Czy czyste zrytmizowane bloki są znów alternatywą dla mieszkańców?
Przede wszystkim nowa rewitalizacja nie jest kierowana i nadzorowana przez mieszkańców, kontrewolucja dzieje się poprzez decyzje władz miejskich (często bez konsultacji z mieszkańcami jak w przypadku Balade Nr 54, Perseigne), które przez 25 lat nie dbały (właściciel) o domy, by teraz proponować ich burzenie i oczyszczanie z dobudówek 1. rewitalizacji. Kroll rewitalizując blokowiska twierdził, że burzenie ich jest niemożliwe, skandaliczne, nieludzkie i desperackie. Transformacja: zbyt kosztowna, zabrałaby cały wiek.[Odpowiedzią więc jest] uruchomienie ewolucji: zajmowanie pierwotnych obiektów poprzez stopniowe dodatki, które „pokrywają” starą strukturę i przyrastają z upływem lat. Dziś tą desperacką i kosztowną ekonomicznie (koszty rozbiórki 16 domów to 277 500 euro a odbudowę budynków mieszkalnych na tej samej ulicy, szacuje się na 86 616 euro, co daje budżet 103 960 euro na dom na ewentualną rewitalizację) i społecznie (mieszkańcy niektórych mieszkań są już dziś wysiedleni, by czekać na mieszkania do 2012 roku) politykę próbują, znów jednym gestem wprowadzać władze Alençon.
Przez lata pomysł Krolla był twórczo wykorzystywany przez mieszkańców, co jednak przy braku remontów pogorszyło jakość zabudowy. Dzisiejsze decyzje władz miejskich, niepoprzedzone konsultacjami ani rozmową, wyrzucające poza krąg decyzyjny samych zainteresowanych są zimnym oddechem zza grobu technokratów i purystów modernizmu. Marnotrawstwo kosztów publicznych wykorzystanych na burzenie i budowę od nowa jest z kolei działaniem trudnym do racjonalnego wytłumaczenia (ideologia, propaganda, korupcja).
Polityka Alençon pokazuje jasno, że bez silnej i stałej, niezależnej od woli partii politycznych władzy mieszkańców nad swoim domem (pisałem o tym tutaj) i otoczeniem najciekawsze, najbardziej wolnościowe projekty rewitalizacji, nie mają sensu, ponieważ zawsze uzależnione są od woli urzędnika.
Polecam także:
http://www.komunalny.pl/index.php?name=archive&op=show&id=3917
http://place-publique-alencon.blogspot.com/
http://homeusers.brutele.be/kroll/
___________________________________________________________________________________
1Bijlemermeer Vernieuwing; Information Centre for South-East, Amsterdam 1997, za: Leszek Świątek,Jerzy Charytonowicz, Recykling przestrzeni Cz. II, Recykling 7/2004
Dystans
Böhme twierdził, że dominująca dziś estetyka mieszczańska „nie jest -pomimo swej nazwy -ani teorią postrzegania zmysłowego, ani teorią emocjonalnego poruszenia. Powstała ona jako krytyka smaku i zajmuje się nie tyle doświadczeniem piękna co jego oceną. Sąd zakłada wykształcenie, a to oznacza zajęcie tej zdystansowanej postawy, która umożliwia odczucie „bezinteresownej przyjemności.”1
Ten dystans Böhme stara się skrócić za pomocą poszukiwania nowej estetyki i ekologicznej filozofii. Podkreśla więc istnienie miasta „w obrębie przyrody”, a w dalszej kolejności miasta jako przyrody, tzn. sposobu „w jakim człowiek żyje z przyrodą i w przyrodzie.” Co najważniejsze człowiek jest częścią przyrody a więc tej poza miastem jak i tej w mieście; parków, samosiejek na dachach pustostanów czy tej ukrytej tuż pod brukiem. Człowiek jest częścią przyrody a więc i swego tworu- miasta. Przyroda (i miasto) „rozumiana jest jako nieograniczone ciało człowieka, które jako takie zawsze bezpośrednio wpływa na jego stan”. Równocześnie nie istnieją już (jak twierdzi Böhme) dzikie obszary Ziemi o nieskalanym środowisku (kto miałyby go kalać?), jest to mit, który jako taki jest ponętny, ale na którym nie warto opierać poważnych projektów.
Projekt miasta i przyrody oprzeć można więc tylko na partnerstwie a nie mitycznym powrotom, czy ucieczce z miasta.
Wpływ człowieka na przyrodę jest potężny, wpływ człowieka na miasto jest bezdyskusyjny, tym bardziej bolesny ( bo chyba ani większy ani mniejszy) staje się dystans między mieszkańcem a miastem. Między mieszkańcem a jego miejskim środowiskiem. Dystans wykształconego mieszczanina, który jak w próbówce separuje piękno i „klimat” miasta od jego lokatorów, praw własności, miejskiej polityki, przemysłu turystycznego i kultury graffiti by następnie ocenić je jako piękne, kiczowate, brudne czy posiadające ten nieuchwytny charakter, który lubi nazywać genius loci. Ikony, stararchitekci, „efekt Bilbao”, przestrzenie turystyczne i synagogi na krakowskim Kazimierzu to wciąż ten sam schemat myślowy-odbieranie miasta jako widoczku. Schemat czytania nowych placów i domów w kategoriach gustu, kompozycji czy nowoczesności a nie gentryfikacji czy bezrobocia.
W kontekście pojmowania miasta jako kadru kartki pocztowej ciekawym jest rodzący się w Polsce ruch ochrony architektury modernistycznej, zwłaszcza tej powojennej, ponieważ ta przedwojenna często broni się sama (także dzięki dziwacznej miłości sporej części Polaków do IIRP). W Krakowie, po społecznych protestach wpisano ostatnio na listę gminnej ewidencji zabytków mozaikę znajdującą się na szczytowej ścianie Biprostalu. Ja także uważam, że dobrze się stało, że mozaika zostanie uratowana i ja także uważam, że właściciel wykazał się co najmniej ignorancją jeśli nie głupotą nie potrafiąc przekuć na swoją korzyść tak znaczącej i rozpoznawalnej ikony jakim jest geometryczny ceramiczny wzór. Przy okazji medialnej burzy pojawiły się dwa ciekawe elementy.
Pierwszy to „walka” wykształconych mieszczan przeciwko barbarzyńcom- deweloperom, bez skrupułów moralnych i estetycznych. To, że obie strony konfliktu nie stoją na odmiennych pozycjach systemowych czy ideologicznych nie przesadza im pozornie „walczyć” a jak to jest zbawienne dla samoregulacji systemu i jak niczego nie zmienia pisałem tutaj.
Drugi element to zaznaczenie potrzeby ochrony dziedzictwa powojennej architektury modernistycznej. Pojawił się między innymi artykuł o strategiach konserwacji obiektów modernistycznych zawierając przy okazji tezę aby szczególnie ważne obiekty mogły by być wpisane już przed 30 rokiem życia. Rok życia to ciekawe słowo ponieważ w związku z tak wczesną ochroną budynków powinno zadać się pytanie czy budynki są rzeźbami w muzeum, czy też nie. Ochrona konserwatorska tak młodych obiektów jest bardzo problematyczna zwłaszcza z punktu widzenia „życia” budynku, jego po-realizacyjnego rozwoju, odbiegających od planu ulepszeń, rozbudów, przebudów, dostosowania do współczesnego życia. Wreszcie wartości, które wraz z nakładaniem się rożnych potrzeb stylistyk i gustów użytkowników może uzyskać budynek. Wszytko to naturalnie jest mało istotne w kontekście tego, że budynek musi być użyteczny. Pojawia się więc dystans między wykształconym widzem doceniającym czystość i piękon konstrukcji modernistycznej a codziennym użytkowaniem niedogrzanego albo przeskalowanego budynku.
Najlepiej by było by mozaika była ozdobą przyjaznego i ciepłego biurowca, by odnowić i dbać o dworzec w Katowicach. Najlepiej by było by dbano o niego przez te 30 lat bo to dobro wspólne a wyburzanie budynku, który ma szczelny dach i ściany jest zawsze problematyczne. Ale zachowanie go, ze względu na kielichy konstrukcji nie jest najważniejsze. Najważniejsze by ludzie którzy korzystają z budynku czuli się w nim dobrze być może dzięki modernizacji budynku a być może za cenę przebudowy (choć wątpliwe czy dobrym rozwiązaniem jest pożarcie go przez market).
Miasto powinno być czasem niejasne, czasem bez gustu i sensu, czasem powinno być piękne i harmonijne i to wszystko w niedalekiej odległości. Nie będzie takie póki mieszkańcy nie odzyskają nad nim władzy. Politycznej i estetycznej. Nie będzie takie póki osoby z zewnątrz jak kochający piękno mieszczanin z dystansu projektować będą fasady, domy, osiedla. Miasto powinno być do pewnego stopnia bez sensu, stworzone z idei ale i detali, tak dziwnych jak my sami.
Miasto jest częścią przyrody i ważne by uznać ją, a więc i miasto w sobie.
_________________________________________________________________________________
1 Gernot Böhme, Filozofia i estetyka przyrody, Oficyna Naukowa, Warszawa 2002
Pod brukiem jest plaża
Kojarzycie Bilbao i jego “efekt”? W Detroit nie było żadnego cudu.
W czasie kiedy na zielonych równinach Azji powstają kolejne fabryki, w Stanach Zjednoczonych przyroda, kosztem biedy i bezrobocia odzyskuje tereny kiedyś przeznaczone pod przemysł.
Obok rzeczywistego upadku miasta, którego działania można nazwać raczej ucieczką niż odwrotem, miło słyszeć o pomysłach, które przyrodę traktują jako partnera. Zwłaszcza, że owa współpraca odbywa się w obrębie “murów miejskich” .” W rzeczywistości w poważnym trakowaniu spontanicznej wegetacji odkrywa się na nowo, że miasto wciąż znajduje się w obrębie przyrody. Slogan mówi: “pod brukiem znajduje się plaża(…)”1 Na przykładzie Detroit – miasta industrailnego widać, że człowiek, nie tylko nie powinien ale i nie jest w stanie postawić się poprzez miasto ponad przyrodą, ani też nie zdobywa możliwości wyjścia poza nią.
Detroit Wildlife from florent tillon on Vimeo.
_______________________________________________________________________________
1 Gernot Böhme, Filozofia i estetyka przyrody, Oficyna Naukowa, Warszawa 2002
Wielki architekt
Z cyklu: myśliciele architektury: Kim Dzong Il, wielki architekt:
Zwróćcie uwagę na radość. Tyle zabawy przynieść może tylko zawód architekta i dyktatora.
To tak jak mój kolega projektował miasto na studiach: “Mnie to przecież nic nie kosztuje a ludziom się przyda.”
Zadaszanie świata
The World Architecture Festival – Convencions Internacional de Barcelona (CCIB) jest coroczną imprezą w ramach której przyznawane są nagrody architektoniczne Prix de Barcelona za najlepsze realizacje architektoniczne w 45 kategoriach. W ramach tych kategorii przyznawana jest najważniejsza chyba nagroda – najlepszy budynek roku. O ile nie lubię takich konkursów a światowa skala imprezy, różnorodność projektów ich funduszy, kontekstów, klimatu, środowiska i społeczności w którym były projektowane tym bardziej pozbawia sensu takie zawody, to przyznać trzeba, że zwyciężył projekt dobry. Architektonicznie i etycznie.
Muzeum Mapungubwe z RPA autorstwa pracowni Peter Rich Architects wyróżnia się na tle zwycięzców poszczególnych kategorii swoją skromnością i zaangażowaniem społecznym. Mimo że już w zeszłym roku jednym ze zwycięzców był równie ciekawy budynek w Burkina Faso, a inny tego roczny zwycięzca Restauracja Tusen w Ramundberget w Szwecji również wpisuje się w nurt architektury środowiskowej, to sposób myślenia o architekturze nie tylko jako o budynku samym w sobie ale jako o procesie społecznym jest czymś wyjątkowym, także na tle tych wymienionych przykładów. Docenić trzeba więc zaskakujący wybór jury zwłaszcza, że w zeszłym roku główną nagrodę zdobyła realizacja nowego gmachu Uniwersytetu Luigi Bocconi w Mediolanie, budynku bezwzględnie eleganckiego i zimnego, a tegorocznymi zwycięzcami poszczególnych kategorii były takie obiekty jak Unileverhaus – główna siedziba korporacji, apartamentowiec w Tajlandii czy dekonstrukcyjna willa w Australii. Dziwi więc i cieszy , że zwycięzcą nie został przedstawiciel aspołecznego dekonstruktywizmu1 czy pseudo ekologicznego high-techu nie liczącego ilości energii niezbędnej do produkcji energooszczędnych technologii.
Dobrym przykładem takiego myślenia jest budynek Unileverhaus zwycięzca w kategorii biura. Budynek, którego „architektura ma odzwierciedlać charakter i misję firmy. Stanowi ekologicznie zrównoważony ekosystem, tworzący komfortowe warunki pracy każdemu pracownikowi.” Słowa te stanowiące streszczenie werdyktu jury i stają się wręcz groteskowe w kontekście oskarżeń firmy Unilever o zatruwanie środowiska, testowanie produktów na zwierzętach czy zatrudnianie małoletnich w Indiach. W centrali każdy ma białe rękawiczki i dojeżdża rowerem do pracy.
Polecam artykuł na temat zwycięskiego projektu Muzeum Mapungubwe na bryła.pl,ponieważ sam więcej nie mogę o nim powiedzieć. Tymczasem przedstawić pragnę inny, także ekologiczny pod względem ochrony naturalnego środowiska i krajobrazu jak i rozwoju społecznego, budynek autorstwa pracowni Peter Rich Architects.
Projekt Alexandra Interpretation Centre jest obiektem wzniesionym w ramach rewitalizacji wciąż ubogiego choć zasłużonego w walce o zniesienie apartheidu i powstanie obecnego systemu w RPA przedmieścia Johannesburga – Alexandry. Obiekt stać się ma bodźcem społecznego i ekonomicznego rozwoju dzielnicy. Zapewnić ma on pracę mieszkańcom, po pierwsze już na poziomie budowy, dzięki wykorzystaniu w projekcie centrum prostych, tradycyjnych technologii a po drugie i przede wszystkim dzięki działalności centrum. W ramach Alexandra Interpretation Centre działają szkolenia dotyczące rozwoju drobnej przedsiębiorczości i turystyki, biuro turystyczne, sklep z lokalnymi produktami – pamiątkami, restaurację oraz przestrzenie dostępne dla organizacji społecznych. W ramach centrum powstać ma także interaktywna wystawa opowiadająca historie ludzi, idei i wydarzeń związanych z Alexandrą w ciągu ostatnich 100 lat, a jest w czym wybierać; od żywej kultury ubogich mieszkańców przez najsławniejszego mieszkańca dzielnicy – Mandelę po walkę z apartheidem, być może także niedawne ksenofobiczne wystąpienia mieszkańców przedmieść Johannesburga. Wszystko to ma być pokazywane i dokumentowane w centrum.
Sam obiekt wpisuje się stylistycznie w nurt krytycznego regionalizmu, modernistycznych zasad i lokalnych rozwiązań. Przypomina fabrykę zachwycającą swoją prostotą i skromnością zarówno formalnie jak i technicznie. Klimat południowej Afryki pozwala traktować ścianę jako kawałek muru a nie wielowarstwową i zaawansowana technologicznie konstrukcję a okno jako kawałek szkła w murze, bez obawy np. o liczbę komór w ramie. Jest to uboga architektura oparta o stalowy szkielet wypełniony cegłą, dylami szklanymi czy blacha falistą, skomponowane jednak bardzo pomysłowo i estetycznie. Taniość rozwiązań i umiejętność wydobycia ich piękna jest jedną z najważniejszych cech projektu. Sam budynek mimo że surowy i prosty został urozmaicony kolorowymi szkiełkami z malowanymi pracami dzieci, różnorodnością materiałów i faktur, różnorodnością form i kolorów.
Rampy dostępne z poziomu ulicy zapraszają przechodniów bezpośrednio na poziom górnej wystawy i przestrzeni biblioteki. Czyni to budynek otwartym na ludzi i zdarzenia. Bezpośredni związek budynku z otoczeniem zapewniają także przestrzenie przed centrum wytworzone przez skrzydła mieszkań, lokali usługowych i pomieszczeń szkoleń, ulokowane po obu stronach ulicy nad którą góruje centrum. Pomieszczenia te otwierają się na plac a budynek przenika się z otoczeniem. Prostota, umowność przegród i materiałów użytych do budowy czy szara surowa posadzka we wnętrzu zacierają różnice między placem a budynkiem. Zadaszyliśmy kawałek świata, nic ponadto.
___________________
1. Aspołeczny może być naturalnie każdy nurt współczesnej architektury, jednak dekonstruktywizm ma taki pogląd niemalże zakodowany. Polega on na idei architekta -artysty rozkładającego raczej formę, rzadziej idee, na poszczególne części by potem dowolnie, bo nie racjonalnie, ponad głowami odbiorców czy kontekstem z powrotem je złożyć. Taki sposób myślenia o architekturze odrzucającej empiryczny proces i racjonalny cel projektowania a opartej na mistycznym geniuszu architekta czy niedefiniowalności sztuki prowadzi do przekształcenia intelektualnego procesu dekonstrukcji zaczerpniętego z filozofii w indywidualną stylistykę każdego z gwiazdorów architektury. Skostnienie estetyki i artystyczne gwiazdorstwo wpisane jest w ten nurt od zarania.
Warto cz.2
Po prawej stronie ekranu pojawił się link w grupie moje o nazwie Projekt dyplomowy.
Chętnych do pogapienia się zapraszam.
A jak wykluczenie, B jak reżim
Stowarzyszenie Ne pas plier (Nie zaginąć) jest paryską organizacją zajmującą się tłumaczeniem przestrzeni. Od 1994 roku prowadzi nietypowe obserwatorium. Nietypowe, ponieważ jego “lunety” skierowane są nie w niebo a na toczące się na dole życie (obserwatorium znajduje się na dachu wieżowca). Celem podglądania miasta jest nauka krytycznego spojrzenia na znaki i symbole pozostawione w przestrzeni przez jej zarządców czy administratorów. Pomijając tak silne znaki jak monumenty architektoniczne, czy urbanistykę baroku, stowarzyszenie opisuje detale przestrzeni; meble miejskie, klomby czy elementy wykończenia parapetów, przedmioty które dotykamy, o które się opieramy, których potrzebujemy. Wiedza na temat odkodowywania przestrzeni publicznych zebrana została w broszurze z 2003 roku, na temat paryskich mebli miejskich.
Autorzy podkreślają, że meble te służą do wykluczania, selekcji użytkowników przestrzeni. Jak podziemia metra urządzone za pomocą ławek, które uniemożliwiają siadanie i spanie – tak by pozbyć się bezdomnych. Przykład tych ławek jest o tyle ciekawy, że nie tylko wyklucza, ale i na tych, którzy nie są “niepożądani” nakłada reżim odpowiedniego wykorzystania przestrzeni.
Są to siedziska typu “siedzieć-stojąc” zaprojektowane przez kilka pracowni ale w jednym duchu. Oczywiście ten sposób “odpoczynku” nie pozwala na sen, ale także tym, którzy mają własne łużko pozwala na tylko jeden rodzaj wykorzystania przestrzeni – szybką przesiadkę, chwilowy postój. Jest to reżim, świadome zawężanie funkcji, specjalizacje pomieszczenia, które ma dach, ściany i kilka metrów kwadratowych, pomieszczenia więc w którym można zrobić niemal wszystko.
Innymi przykładami subtelnych zakazów, nakazów i inżynierii społecznej są ławki oddalone od siebie w takich odległościach by nie można było rozmawiać, futurystyczne meble o kształtach, które uniemożliwiają dłuższy odpoczynek czy “kolce antyludzkie”, montowane przed witrynami lokali usługowych, w miejscach takich jak przystanki, które spełniają takie same funkcje jak kolce przeciwko ptakom. I ludzie i ptaki w pewnych miejscach są niepożądani. (więcej tutaj)
Przestrzenie miasta powinny zapewniać wygodę wszystkim; biegnącym menadżerom, starcom, dzieciom, niepełnosprawnym, tym którzy chcą przepuścić 1 pociąg metra, bo sobie porozmawiać, lub odpocząć, czy tym, którzy mając tyle odwagi, lub nie mając wyjścia zasną. Christopher Alexander pisze, że “jedną z miar sukcesu publicznego parku, holu czy ganku jest to, że ludzie mogą tam przyjść i zapaść w sen.(…)[Z kolei] tam gdzie jest niewiele miejsc nadających się do tego by się położyć i spać, ludzie, którzy śpią w miejscach publicznych, wydają się nienaturalni, ponieważ jest to rzadko spotykane zachowanie.” Podkreśla więc, że jest to wymiar nie tylko społeczny ale i przestrzenny.
Estetyka ławki, nowoczena czy wręcz futurystyczna, lub żeliwna z dekoracjami “rodem” z XIX wieku jest ważna, jest zaraz po potrzebie by ławka ta była wygodna, by służyła siedzeniu. Jest zaraz po potrzebie by ławka była ciepła, odpowiednio szeroka, ergonomiczna, ustawiona czasem w grupach a czasem indywidualnie.
Jednym z najlepszych przykładów takich mebli miejskich są ławki ustawione na Wyspie Słodowej we Wrocławiu. Piękna, nowoczesne ławki przypominają domową kanapę, głęboką, dużą i wygodną. Nowoczesne wzornictwo zapewnia mebel współczesny zarówno przez formę jak i materiał (stal) a przy tym ciepły i przytulny (drewno i zachwycający ergonomiczny kształt).
Budynek zwany ekologią
Tekst powstał dzięki pomocy Czekona w tłumaczeniu tekstu z bardzo trudnego języka niemieckiego. Dziękuję
„Im większa różnorodność środowiska pojawiająca się w procesie ewolucyjnym, tym większe szanse, że dana forma życia, zwłaszcza neurologicznie skomplikowana, będzie grała aktywną rolę w samoprzetrwaniu. (…) Koncepcja natury jako kumulatywnej historii coraz bardziej zróżnicowanych poziomów organizacji materii oraz coraz większej podmiotowości jest dla ekologii społecznej podstawą zrozumienia człowieka i miejsca społeczeństwa w ewolucji naturalnej.”
Mooray Bookchin „Przebudowa społeczeństwa”
IBA
Międzynarodowa Wystawa Budownictwa (Internationale Bauausstellung – IBA) była realizacją berlińskiego programu rewitalizacji starej tkanki (Altbau) i budowy nowych mieszkań (Neubau), który przeprowadzono w 1987r. w dzielnicach Berlina Zachodniego: Friedrichstadt, Luisenstadt i Kreuzberg.
Celem wystawy było poszukiwanie nowego śródmieścia, zarówno w sensie urbanistyczno-przestrzennym jak i funkcjonalno-estetycznym. W opozycji do urbanistyki modernistycznej poszukiwano form wielofunkcyjnej zabudowy blokowej, przestrzeni półprywatnych i różnorodności mniejszych jednostek architektonicznych. Cele te jednak złożyły się zaledwie na część sukcesu projektu. Równie ważnym elementem, który zadecydował o rzeczywistym sukcesie, wychodzącym, poza plany, projekty, literaturę tematu i postmodernistyczne manifesty, był żywy opór mieszkańców przed tymi zmianami i strach przed podnoszeniem kosztów utrzymania nowych domów. Ta niechęć mieszkańców do wyrafinowanych intelektualnie koncepcji architektów oraz konfrontacja z nimi doprowadziły do poszukiwania nowych pomysłów i praktycznych rozwiązań. Na drugi plan zeszły więc problemy treści znaczeniowych architektury – jej pluralizm, kontekstualizm czy podwójne kodowanie. „Ów przedłużający się konflikt między władzą a mieszkańcami stał się impulsem do zorganizowania wystawy i rozwiązania problemu rewitalizacji w sposób modelowy.(…) Wprowadzenie do akcji mieszkańców stało się momentem bardzo ważnym, być może nawet przełomowym dla drugiego etapu IBA. W latach 1982/1983 wypracowane zasady partycypacji społecznej zostały oficjalnie włączone do procedur planistycznych. Na potrzeby rewitalizacji utworzono specjalną jednostkę administracyjną STATTBAU, która nadzorowała cały proces z ramienia mieszkańców (1983).”1
To także dzięki temu oporowi, nieufności i obawom mieszkańców udało się łączyć w jedną całość miasto XIX wieczne, miasto modernistyczne i miasto współczesne, nadając każdemu budynkowi, o ile był możliwy do wykorzystania, taką samą wagę i znaczenie. Doprowadziło to do skrajnych oszczędności w zachowaniu istniejącej tkanki urbanistycznej, oraz rozwiązań technicznych w modernizowaniu i budowie mieszkań. Zachowano więc zarówno ciemne oficyny XIX wieczne jak i modernistyczne bloki, zgęszczając ten układ nową, zrównoważoną zabudową. Okna często były odnawiane a nie wymieniane, wprowadzano instalacje do wtórnego wykorzystania wody, wprowadzano panele słoneczne i poszukiwano metod na oszczędności energii cieplnej i elektrycznej, oszczędności zużycia wody i generowania odpadów, pozostawiano istniejącą zabudowę, odnajdując dla niej nowe, adekwatne funkcje.2 Taki tok rozumowania prowadził do oszczędności związanej z recyklingiem budynków i przestrzeni publicznej, różnorodności zabudowy, rozwoju i ochrony „warstw geologicznych” miasta oraz tworzenia nowych znaczeń. Ważna przy tym była idea pielęgnowania zakorzeniania mieszkańców i ciągłości w ramach rozwoju dzielnicy.
Ekologia
Jednym z najbardziej znanych projektów powstałych w ramach IBA był „regał mieszkalany-Wohnregal” zrealizowany w 1986 przy Admiralstraße, zaprojektowany i nadzorowany przez architektów: Petera Stürzebecher, Kjell’a Nylund i Christofa Puttfarken. Ten 7 piętrowy socjalny budynek mieszkalny miał być przede wszystkim ekologiczną alternatywą dla domków jednorodzinnych. Ekologiczną ponieważ zapewniać miał podobny standard mieszkania, oszczędność i bierne zyski energii, elastyczność i rolę mieszkańców w kreacji przestrzeni zewnętrznej i wewnętrznej swojego domu jak i bliskość zieleni.
W przywoływanej wyżej myśli M. Bookchina ewolucja naturalna jawi się jako rozwój „coraz bardziej zróżnicowanych poziomów organizacji materii oraz coraz większej podmiotowości (…) Zamiast adaptacji pojawia się więc kreatywność, a zamiast bezwzględnego działania „praw natury” – większa wolność”. W takim rozumieniu natury, dostrzec można istnienie tendencji prowadzącej do samoświadomości, podmiotowości i wreszcie wolności. W tym sensie myślenie ekologiczne uwzględniać musi zarówno minimalizacje (aż do stanu współpracy) szkodliwego oddziaływania człowieka na środowisko, za pomocą racjonalnych rozwiązań technicznych i systemów zarządzania, jak i wypracowania systemu wolnościowego społeczeństwa, z ideą równości i współuczestnictwa (podmiotowości) każdego z obywateli. Podkreślanie technicznych rozwiązań budownictwa (wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, czy materiałów budowlanych, poszukiwanie oszczędności, recykling materiałów i wody, bierne zyski ciepła) wydaje się, że nie wytacza by nazwać projekt ekologicznym, potrzebny jest jeszcze partycypacyjny aspekt projektu.
Projekt regału mieszkalnego jest takim właśnie, w pełni ekologicznym ze wglądów architektoniczno-technicznych i społecznych, przykładem zabudowy mieszkaniowej. Charakterystycznym dla niego jest rozciągnięcie decyzyjnej roli, a więc podmiotowości mieszkańców na każdy aspekt tworzenia i zarządzania domem. Składają się na to 3 elementy, jak 3 fazy projektu: partycypacja w projektowaniu budynku w ryzyku i kosztach (wspólny projekt), samodzielne kształtowanie wnętrz mieszkań, oraz przynależnej do siebie części elewacji, na zasadzie „szuflad regału” (wspólna budowa) oraz samodzielne zarządzanie budynkiem, poprzez spółdzielnie (wspólne mieszkanie).
Partycypacja
Wypełnianie ekologicznego planu rozpoczęto od założenia w październik 1982 roku spółdzielni „Selbstbaugenossenschaft Berlin e.G.“- podstawy zarówno wspólnego planowania jak i mieszkania.
Spółdzielcza forma wydawała się najodpowiedniejszą dla tego typu inwestycji, zarówno poprzez wspólnotowe, „rewolucyjne” wnoszenie kapitału, równomierne rozłożenie kosztów i ryzyka, rozwiązanie problemów rentowności inwestycji i spekulacji, jak i z powodu charakteru projektu i jego fazy wspólnej budowy. Potwierdza to ankieta z marca 1988 roku; prawie wszyscy przyszli mieszkańcy ocenili swoją możliwość udziału w projekcie jako wystarczającą a po zakończonej fazie planowania wszyscy biorący udział w projekcie byli usatysfakcjonowani.
Taki sposób zarządzania projektem pociągał za sobą także wszystkie wady struktur bez hierarchii i o słabej władzy wspólnoty obcych sobie ludzi. Pomimo powszechnie pozytywnych zdań po zakończeniu procesu projektowania, „dużego zaangażowanie względem grupy użytkowników” i „luźnej i niewymuszonej współpracy”, w trakcie projektu powstał szereg problemów związanych z partycypacja przyszłych mieszkańców.
Jednym z problemów była niewystarczająca ilość dyskusji i niewiedza na temat przepisów spółdzielczych, problemów prawnych i organizacyjnych. Brak doświadczenia i ustaleń dotyczących samodzielnego zarządzania po wykonaniu projektu a także różnice w poglądach na temat przyszłego rozwoju spółdzielni. Projekt okazał się także bardzo wymagający zarówno dla mieszkańców jak i architektów, podnoszono problem czasochłonności (partycypacja w projektowaniu oraz własne wykańczanie swoich mieszkań a także zarządzanie spółdzielnią), problem ryzyka oraz osobistych poświęceń (np. przymus przeprowadzki do Berlina przed wprowadzeniem się na Admiralstr., by wspólnie wykańczać mieszkania). Z tych powodów już w fazie planowania zrezygnowało z udziału w projekcie 19 członków, co zaburzyło stabilność i tak niezbyt silnej grupy.
Równocześnie zarzuty jakie stawiano projektowi przez rezygnujących często miały charakter osobisty i niebyły zbyt poważne, a przynajmniej nie były niedoprzewidzenia. Były to: 1.brak czasu na zdobycie środków do prac budowlanych 2. posiadanie mieszkania i tym samym brak zainteresowania przeprowadzką3.preferowane stare budownictwo 4.wymóg członkostwa 5.mieszkanie położone na mało atrakcyjnym osiedlu przy Admiralstr. 6.konieczne było szybsze rozwiązanie problemu z mieszkaniem. Problemy te a zwłaszcza czasochłonność, lokalizacja domu, jak i długoterminowe zobowiązania3 podnoszone były także przez pozostałych spółdzielców.
Ostatnimi z problemów, występującym zresztą także przy innych (niespółdzielczych) sposobach realizacji tego typu inwestycji były opóźnienia, problemy z finansowaniem oraz niewielkie zmiany w stosunku do pierwotnego projektu a także problemy związane z biurokracja miejską.
Podnoszone problemy były więc albo nieodłączne od procesu inwestycji budowlanej albo wkodowane w charakter obiektu, będąc relatywnie niewielkim kosztem w stosunku do pozytywnych aspektów partycypacji4, kosztem na który nie mogli sobie jednak wszyscy pozwolić, mimo potencjalnych chęci (kwestia czasochłonności czy natychmiastowej potrzeby mieszkania)
O sukcesie tego sposobu budowy i projektowania świadczą odpowiedzi na ankiety, w których wszyscy ankietowani ponownie wzięliby udział w tego typu projekcie.
Konstrukcja
Szkieletowa konstrukcja regału do mieszkania generuje możliwości partycypacyjne i sama została podporządkowana samorządności mieszkańców. Pomysł uniezależnienia układu pomieszczeń od konstrukcji budynku leżał u podstaw modernizmu, wykorzystywany był bardzo często m.in. przez Le Corbusiera. zwłaszcza w budynkach 1-rodzinnych, jak Villa Savoye. Jednak w projektach modernistycznych ta architektoniczo-konstrukcyjna idea nigdy nie została tak poszerzona i połączona z administracyjno-własnościowym systemem samorządności mieszkańców. W budynku przy Admiralstrasse konstrukcja jest kolejnym, logicznym elementem całościowej partycypacji mieszkańców w każdej fazie tworzenia domu i indywidualizowania ich przestrzeni życiowej.
Taki sposób podejścia do projektu umożliwia podwójna konstrukcja budynku. Konstrukcję pierwotną stanowią prefabrykowane elementy żelbetonowe (wsporniki, nośniki, płyty), które tworzą szkielet na kształt regału. Sztywny szkielet zapewnia nośność konstrukcyjną oraz ochronę przeciwpożarową. Pojedyncza komórka-szuflada otoczona jest płytą żelbetową z góry i z dołu, miedzy którymi powstać mogą mieszkania 2-poziomowe (h.kond.= 5,6 m, h.piętra-2,80 m). Wewnętrzną konstrukcję nośną stanowią słupy a ściany boczne są pełne i stanowią barierę przeciwpożarową.
Ochrona przeciwpożarowa wysunęła się na czoło problemów projektowych, ponieważ uznano, że poszczególne szuflady – mieszkania powinny być kształtowane za pomocą el. drewnianych i drewnopochodnych, ze względu na aspekt ekologiczny (materiał odnawialny, el. łatwo poddające się recyklingowi i wytworzone na zasadach powtórnego użycia (płyty wiórowe), lekkość oraz łatwość obróbki i tradycyjny, rzemieślniczy charakter materiału. Lekkie i łatwe w budowie konstrukcje drewniane (belki, ślepy pułap, wsporniki i ściany szkieletowo-ryglowe dzielące mieszkania (12,5cm) oraz wewnątrz-mieszkaniowe (10cm), drewniana fasada) było najlepszym materiałem do budowy mieszkań przez niedoświadczonych spółdzielców, jednak problem występowania pożaru w 7-piętrowym budownictwie drewnianym w połączeniu z 2-poziomowymi mieszkaniami wymusił dostęp do klatek schodowych na każdym piętrze i jej sporą wielkość.
W kwietniu 1984 wykończono stan surowy budynku. Samodzielne budowanie szuflad przez mieszkańców przypadające na maj 1985 -marzec 1986 niewiele różniło się od budowy własnego domu w technologii lekkiego szkieletu. Mieszkańcy mogli zrealizować przedstawione w zarysie własne wyobrażenia co do mieszkania, kształtując dowolnie jego rzut m.in. dzięki łatwości budowy ścian działowych a także doprowadzeniu wody i kanalizacji w centralnym punkcie mieszkania. Także gniazda, i włączniki światła kształtowane były dowolnie. Problemów nie powodowały także wewnątrz-mieszkaniowe schody, prefabrykowane i dostarczane w całości z przytwierdzonymi stopniami i przymocowaną balustradą.
Pomimo względnie prostej technologii nie uniknięto błędów, wynikających z niedoświadczenia mieszkańców, co było przywoływane jako jeden z problemów powstających przy tego typu projektach.
Technika
Budynek planowany był w technologii pasywnej, co zapewnić miało oszczędności w zużyciu energii i produkcji pyłów. Planowano ocieplenie o grubości 20 cm jednak z uwagi na koszty możliwe było jedynie ocieplenie na grubość 12 cm, które dziś nie spełnia norm energetycznych. Z tych powodów zaprojektowano także grzejniki w pobliżu ciężkich el. nośnych, by kumulowały ciepło i zielony płaski dach -ogród by to ciepło zatrzymywał w zimie i chronił od przegrzania ostatnich pięter latem.
Elementem charakterystycznym są także rusztowania stojące przy elewacji i od podwórza. Jest to konstrukcja nośna balkonów, ale także element zacieniający latem i element, który umożliwia rozbudowę mieszkania, przede wszystkim pod ogród zimowy co umożliwia uzyskanie biernych zysków ciepła. Elewacja ta pomyślana była także jako pergola pod wyrastająca z balkonów zieleń, stając się kolejną przestrzenią biologicznie czynną, dotleniając i uatrakcyjniając miasto. Zasięg zieleni został jednak ograniczony ze względów p.pożarowych.
Wszystkie te pomysły na wykorzystanie rusztowania na celu miały minimalizowanie szkodliwego wpływu budynku na środowisko i indywidualizacje elewacji.
Proekologicznym aspektem projektu jest także duża ilość powierzchni biologicznie czynnej, zarówno na podwórzu jak i na dachu. Na dachu planowano ogólnodostępny ogród z widokiem na Berlin i szklarnią lub świetlicą. Z powodów finansowych oraz organizacyjnych samych mieszkańców nie powstała szklarnia a świetlica jest rzadko wykorzystywana. Kolejnym ciekawym, choć znów niezrealizowanym pomysłem było połączenie podwórek pobliskich kamienic w celu stworzenia wewnętrznego parku z miejscami parkingowymi i placem zabaw. Brak tej przestrzeni, zwłaszcza miejsca zabaw jest poważnym niedociągnięciem realizacyjnym projektu.
System
Idee partycypacji powstały na długo przed powstaniem regału mieszkalnego, rozprzestrzeniły się wraz z rewoltą lat 60/70 i stały się akceptowane przez władze państw zachodnich. Idea konstrukcji szkieletowej w budynkach mieszkalnych jest tak stara jak budownictwo drewniane, a powróciła wraz z modernizmem lat dwudziestych. Z kolei spółdzielczość w jej dzisiejszych zasadach powstała w połowie XIX w. Co więc ciekawego charakteryzuje ten obiekt? Czym wyróżnia się ta w sumie banalnie prosta konstrukcja i idea komórek mieszkalnych?
Najciekawszym elementem projektu jest jego konsekwencja. Konsekwentne tworzenie systemu samorządności mieszkańców, w fazie projektowej, budowlanej i użytkowej, odzyskanie maksymalnej ilości władzy w formie partycypacji, indywidualnej budowy i spółdzielczego zarządzania. Oddanie władzy mieszkańcom w każdej z 3 faz nie łączyło się z żadnymi poważniejszymi problemami, nie rzutowało na jakoś estetyczną, techniczną ani funkcjonalną projektu. Nie uniknięto błędów i opóźnień, jednak była to niewielka cena w stosunku do radości i racjonalności tworzenia własnego domu. Konsekwentnym było także ekologiczne myślenie o mieście, dzielnicy i bloku. Próby łączenia podwórek, technologie oszczędzające energię i zwiększające ilość zieleni, wszytko to wraz z podmiotowym traktowaniem mieszkańca daje obraz projektu w pełni ekologicznego.
______________________
1Alina Drapella-Hermansdorfer, Zielone osie i zielone pierścienie Berlina, Teka Kom. Arch. Urb. Stud. Krajobr. – OL PAN, 2005
2 Leszek Świątek i Jerzy Charytonowicz, Recykling przestrzeni Cz. II, Recykling 7/2004
3 Procentowe zestawienie czynników ocenionych przez mieszkańców negatywnie (ankieta marzec 1985) długoterminowe zobowiązanie -35,7%, duży nakład czasu (planowanie oraz rozbudowa) – 35,7%, położenie mieszkań w dzielnicy Kreuzberg – 28,6%, przynależność do spółdzielni – 14,3%
4 Indywidualizacja elewacji i mieszkań, władza wyboru i propozycji rozwiązań, adekwatność do potrzeb mieszkańców, oszczędność, wspólnotowość, potencjalnie silny związek z mieszkaniem, projektem, potencjalnie związek z sąsiadami np. mit budowniczych i wiele innych.
Materiały na temat IBA i Wohnregal dostępne w oryginale tutaj a ich tłumaczenie (niepełne) tutaj
Dwa mury
Wczoraj świętowano obalenie muru berlińskiego – politycznego tworu, który niszczył związki przestrzenne i kulturowe. Świętować tamto wydarzenie a nie przypomnieć o murze palestyńskim było hipokryzją szanownych prelegentów, tym bardziej, że gest w przestrzeni jest identyczny. Jak podaje CIA:
W 20 rocznicę upadku muru berlińskiego Palestyńczycy wspierani przez żydowskich aktywistów anty-izraelskich wyłamali przy pomocy hydraulicznego podnośnika jedno z przęseł niesławnego muru w pobliżu wioski Nilin. Na jednym z bannerów wywieszonych podczas akcji był napis: “Nie ważne, jak wysokie, wszystkie mury upadną.”
Różnica jest jednak taka, że Palestyńczykom nikt nie pozwala jeszcze na ten gest. Władzom jeszcze nie opłaca się tworzyć takich symboli, dlatego w przeciwieństwie do rosyjskich żołnierzy, izraelscy odpowiednicy strzelają do aktywistów gazem łzawiącym, a nie wielka wyrwa w murze nie jest częścią żadnego domina.
Oddzielność
Kolejna wypowiedź z cyklu myśliciele architektury. Dziś myśl Stanisława Trembeckiego; awanturnika, zdrajcy prawdziwie polskiej konfederacji oraz znawcy problematyki grodzonych osiedli:
Przeklęty ten, kto naprzód oddzielność ulubił; Kto pierwszy płot ogrodził, naród ludzki zgubił!
Ratusz
Ratusz jest przede wszystkim symbolem samorządności miast średniowiecznych (Gdańsk, Wrocław), dużo mniejszej samodzielności miast renesansowych (ratusz zamojski postawiony był przez magnata-właściciela w pierzei rynku, tak by nie zasłaniał jego pałacu) oraz powolnego upadku autonomii miejskiej (najpierw upadek miast w XVIIIw., potem nowocześnie zarządzane państwo) Dzisiaj jest co najwyżej budynkiem gdzie pracują urzędnicy (Zamość), czasem po prostu muzeum(Wrocław), tracąc funkcję symboliczną, wraz z coraz większym, oddaleniem władzy od obywatela (rozwój aparatu administracji czy internetu) i nie wiążę się z większymi, pozaestetycznymi emocjami. Krótko mówiąc trudno rzucić kamieniem w ratusz i liczyć, że trafi się prezydenta.
Mimo rzeczywistego ukrycia władzy, rozciągnięcia jej od Brukseli, przez Warszawę, Lublin aż do Szczebrzeszyna przybiera ona pozę demokratyzacji i wzrostu samorządności. Na tej fali powstał projekt ratusza w Tallinie pracowni Bjarke Ingels Group. Jest to bardzo ciekawy obiekt ze względu na jego skalę-jest to w końcu ratusz stolicy kraju, formę-dynamiczną i nowoczesną bryłę, jak i treść. Zwłaszcza treść jest ciekawa oraz relacja między tym co czytamy a do czytania czego próbują nakłonić nas projektanci.
“Jak podają autorzy, jest on odpowiedzią na pytania o charakter instytucji publicznych w demokracji XXI wieku; o to jak stworzyć obiekt niebędący manifestacją nadrzędnej roli władzy nad obywatelem.” Tak więc jaka jest demokracja XXIw. zapisana w projekcie tallińskiego ratusza? i czy rzeczywiście pozbyliśmy się nierównej relacji władzy i obywatela? W kolejnym akapicie notki na bryła.pl (jak zwykle nieświadomie) redaktor odpowiada na oba pytania: “Efektem tych rozważań, jest projekt budynku podkreślający rolę, jaką w demokracji spełnia transparentność władzy i związek z obywatelem. Dynamiczna forma obiektu, została ukształtowana przez szereg zestawionych ze sobą graniastych brył, mieszczących poszczególne wydziały magistratu. Całość przypomina “rozwieszony” nad miejskim rynkiem baldachim, metaforycznie ochraniający prawdziwego władcę demokratycznego państwa – obywatela.” To jest pierwszy błąd w interpretacji. Władcy się nie chroni, to on chronić powinien, tak jak król lennika, a obywatele miast średniowiecznych siebie samych. Tak więc miejsce spotkań, przecież także politycznych-rynek jest ukryty pod ratuszem, ratusz go ochrania, ratusz go kontroluje. Obywatel skłócony z tak opiekuńczą władzą jest co najwyżej bachorem na którego patrzymy z góry-z poszczególnych wydziałów magistratu, kontrolujemy go dzięki idei transparentności demokracji (i systemowi kamer przemysłowych) ale i tak chronimy poprzez baldachim systemu. Nie jest on w stanie wyjść poza nasze ramy, może krzyczeć ale przez nasz baldachim nieba nie zobaczy.
Projekt podkreśla związek władzy z obywatelem i to jest prawda. Mimo poważnych błędów w interpretacji swojego projektu zespół architektów z BIG stworzył projekt oddający prawdziwego a nie propagandowego ducha współczesnej demokracji. Zmianę systemu z relacji pan_właściciel i sługa_poddany na relację zarządca_dla_wspólnych_korzyści i zarządzany_dla_wspólnych_korzyści. Jest to relacja trudniejsza do przełamania bo racjonalizująca wzajemny stosunek obu stron. Nie ma ona wciąż żadnego związku ani z wolnością ani z demokracją ani z stosunkiem partnerskim a już na pewno panowaniem obywatela nad urzędnikiem. Wpisują się w nią nawet takie godne pochwały działania jak partycypacja pracowników ratusza i mieszkańców Tallina w procesie projektowania nowego gmachu. Jej efektem była całkowita zmiana pierwotnej koncepcji i jest to decyzja rzeczywiście demokratyzująca i rzeczywiście oddająca charakter pewnych procesów w ramach zachodnich systemów. Jest ona jednak znów pokłonem urzędników w stronę mieszkańców, znów ich baldachimem nad obywatelem, GESTEM, a nie obowiązkiem. Świadczy o tym umiejscowienie sali obrad rady miejskiej-w wierzy, w momencie kiedy do obywatela wysyła się tylko przedstawicieli-biuro obsługi klienta. To nie jest transparentność. Tak jak daleki idei transparentności jest także pomysł przeszklonych ścian.
Ta zniewalająca rola baldachimu nie jest winą skandynawskiego pochodzenia projektantów, ponieważ system ten jest powszechny w Europie a zmienia się jedynie skala opieki. Baldachim widziałbym zresztą jako symbol panowania aparatu państwa pod przykrywką rozwoju, wzrostu PKB, patriotyzmu, czy opieki społecznej niż rzeczywistej ochrony.
______________________________________________________________________________________
Przy okazji tematu polecam film “Kłopotliwy człowiek” o ile ktoś go jeszcze nie widział. Do ściągnięcia tutaj.
Krytykuję
Nie należę do krytyków estetyki nowego gmachu Opery Krakowskiej, chociaż podzielam zdanie tych, którzy doszukują się w niej “zgrzebnej hali handlowej albo kompleksu hoteli robotniczych ze stołówką zakładową z lat 60. czy 70″ tylko, że mnie to nie razi, nie przeszkadza mi. Jest w tym obiekcie jakieś perwersyjne (pss-owskie) piękno i uważam, że autora należy pochwalić za odwagę i kopniak w nadętą dupę elit. Kopniak o tyle ciekawy co niezamierzony, o czym świadczy snobistyczna już i grzeczna estetyka wykończenia i bardzo aroganckie zachowanie samego projektanta (o czym późnej). Szkoda, że projekt zatrzymał się (o ile kiedykolwiek miał zamiar “tam” wyruszać) w połowie drogi poszukiwania nowej formy dla tak -snobistycznej instytucji jaką jest opera. Zarówno wykończenie, wnętrza, charakter i proces projektowo-inwestycyjny były już typowe. Tym dziwniejsza forma trzech bezładnie skleconych i wesołych brył.
Kolejny zarzutem kierowany pod adresem budynku i samej budowy jest jego cena. Tym bardziej dziwi w związku z tym, że zrezygnowano z bezszprosowych transparentnych elewacji (zakładanych w projekcie) na rzecz grubych czerwonych podziałów przeszkleń. Dziwi, ale jednocześnie bardzo dobrze wpisuje się w efekt hotelu robotniczego, tak jak i nieco siermiężne obklejenie byłej ujeżdżalni (dawny gmach Operetki Krakowskiej), o banalnej i raczej biednej architekturze, bardzo wystawnym kamieniem. Uboga architektura ujeżdżalni i bogaty kamień, główna bryła i czerwony, dyskotekowy kubik, cześć administracyjna i katalogowy wręcz biurowiec (natrętna adekwatność estetyki biurowców do funkcji administracyjnej też jest tu niemałym zaskoczeniem)- wszystko to składa się na dosyć ciekawą, rubaszną, nietrafioną i nielogiczną architekturę nowej opery.
Mówię to wszytko bez cienia ironii, bo wymienione wyżej cechy mogą i tworzą dosyć ciekawy konglomerat. I nawet to podlizywanie się snobistycznej widowni pysznymi połyskami w byłej ujeżdżalni jestem w stanie uznać za plus, za element bardzo adekwatny do (zupełnie nieadekwatnej) całości (chociaż wciąż żałuje braku decyzji o poszukiwaniu nowej formy opery).
Dużo poważniejszym zarzutem stawianym nowej operze jest brak funkcjonalności, zły dobór materiałów i rozmieszczenie drzwi w głównej sali, które utrudnia wyjście podczas przerwy. Strategia obrony projektanta jest dwutorowa: naiwność i arogancja. Naiwnością jest twierdzić, że za pomocą przestrzegania norm budowlanych można zaprojektować funkcjonalny budynek. Jednak to w ten sposób projektant, przywołując przepis o rozmieszczeniu i ilości wyjść ewakuacyjnych odpowiada na zarzut braku dodatkowych drzwi. Jest to logiczna odpowiedź kiedy przywoła się jego argument o tym, że zależało mu głownie na maksymalizacji miejsc na widowni. Jednak staje się kłopotliwa kiedy doda się zdanie dyrektora opery i widzów, że ważniejsze dla nich są dodatkowe drzwi. I tu dochodzimy do drugiego ciekawszego problemu-arogancji.
Otóż architekt (tutaj Romuald Loegler, ale nie na zasadzie wyjątku) zaopatrzony w minimalne wymagania wie lepiej od dyrektora, widzów i pracowników opery jak ta powinna funkcjonować i wyglądać. Wszelkie narzekania dochodzące od szaraków-niespecjalistów zbyć można “twierdząc, że wszelkie kłopoty wynikają albo ze złego wykonania, albo z braku kultury użytkowania budynku.” Ważny jest zwłaszcza drugi powód. Wskazuje on na pilną potrzebę wprowadzenia oprócz nadzoru autorskiego na budowie także nadzorowane przez biuro projektowe nauki kultury użytkowania budynku dla przyszłych użytkowników/administratorów/właścicieli. Natomiast wszelkim malkontentom należą się słowa które są kluczem do komunikacji establishmentu z prostymi obywatelami: “Osiągnęliśmy to, na co pozwalała działka. I powinniśmy się cieszyć z tego, co mamy.”
_________________________________________________________________________________________
Rządowi nie należy przeszkadzać ponieważ został wybrany w demokratycznych wyborach, projektant zna się lepiej ponieważ uczył się latami, specjalista wypowiada tylko obiektywne i niezaprzeczalne prawdy. Oni nie robią tego dla siebie, tylko dla nas.
TYM SPOSOBEM CHCĄ NAM ODEBRAĆ GŁOS.
Oświadczenie kolektywu Rozbrat
Zagrożony eksmisją jest najstarszy i choć nie-największy (bo największy jest sosnowieckie M-9), to chyba najprężniej działający skłot w Polsce, lokalne i ważne centrum niezależnej kultury i dom ok 20 osób (dziś, przy deficycie takich miejsc, każda przestrzeń polityczna, publiczna,społeczna, niezależna i samorządna jest ważna).
Oświadczenie:
Skłot Rozbrat, który od 15 lat działa w Poznaniu może przestać istnieć. Po kilkunastu latach prowadzenia przez Rozbrat działalności społecznej, politycznej, kulturalnej i artystycznej bank postanowił wylicytować działkę, na której terenie mieści się to rozwinięte centrum społeczne. Kupno działki przez dewelopera będzie oznaczać jego koniec. Po kilkunastu latach teren Rozbratu zamieszkuje około 20 osób. W momencie kiedy ważą się losy ich domu, władze miejskie rozpoczęły przygotowywanie miejscowego planu zagospodarowania przestrzeni. Plan ten, obejmujący skłot Rozbrat, nie przewiduje jednak jego istnienia, ani żadnego ośrodka miejskiego o podobnym charakterze. Na terenie działki zajmowanej przez Rozbrat zaprojektowana jest zabudowa mieszkaniowa jednorodzinna, co oznacza zmianę funkcji tego terenu.
Okazuje się, że władze miasta nie tylko nie są zainteresowane utrzymaniem Rozbratu, ale – przygotowując tak, szczególny miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego – faktycznie przykładają ręce do jego likwidacji. Na poziomie działań planistycznych, jeszcze przed ewentualną interwencją deweloperów i wjazdem na Rozbrat buldożerów, miasto starło go z powierzchni ziemi – przynajmniej tak to wygląda na przygotowanych przez Miejską Pracownię Urbanistyczną planach. To kolejny przykład jednoczesnej ignorancji i arogancji władz miasta, skrywanej pod gołosłownymi deklaracjami miejskich decydentów. Pytamy zatem: jak omówiony tu miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, w części dotyczącej Rozbratu, ma się do niedawnych deklaracji prezydenta Frankiewicza, który publicznie wyrażał o niego „troskę”?
Władze miasta za pomocą planu dyskryminują mieszkańców Rozbratu ze względu na ich status społeczny. Rozbrat jest samodzielnie odnowioną substancją mieszkaniową, która w założeniach planu ma zostać zniszczona. W zamian na jego miejscu mają powstać luksusowe wille, na których kupno będą mogli sobie pozwolić nieliczni. Dla miejskich urzędników społeczna inicjatywa nie ma żadnego znaczenia wobec prywatnego zysku.
Dodatkowo trzeba powiedzieć, że przekształcenia przestrzenne Sołacza, niosą za sobą szereg zmian oddziałujących niekorzystnie na środowisko przyrodnicze. Przypatrując się kolejnemu miejscowemu planowi zagospodarowania przestrzennego widać wyraźnie, jak miasto preferuje intensyfikację zabudowy kosztem klinów zieleni. Obawę budzi również fakt, iż przedstawione w projekcie planu rozwiązania planistyczne, są kolejnym już krokiem do sprzedaży miejskich terenów zielonych, podobnie jak znany wszystkim incydent parku „Kulczyka”. Efektem prowadzenia takiej polityki przestrzennej są nieodwracalne zmiany w niezwykle istotnej strukturze zieleni miejskiej oraz ogromne wydatki publiczne związane z przystosowaniem terenu do proponowanej zabudowy.
Po raz kolejny władze miasta reprezentują interesy wąskiej grupy prywatnych inwestorów kosztem potrzeb i interesów reszty społeczności Poznania. Kwestia Rozbratu wpisuje się w dotychczasową politykę zarządzania miastem traktowanym jak firma działająca dla zysku, a nie organizm społeczny. To z kolei powoduje zaognianie przez władze konfliktów społecznych. Dla nas, w przeciwieństwie do urzędników miejskich, Poznań nie jest jednak maszynką do zarabiania pieniędzy, lecz miejscem do życia. Zrównoważony rozwój Poznania nie będzie możliwy, dopóki nie rozpocznie się realna debata publiczna, dopóki dialog społeczny nie zastąpi monologu i monopolu władzy. Realizacja obecnego planu nie rozwinie dzielnicy, której dotyczy, lecz doprowadzi do jej społecznej i przyrodniczej degradacji.
Domagamy się od władz miasta, aby w projekcie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego „Sołacz” uwzględniły istnienie rozbudowanej placówki społeczno-kulturalnej jaką jest skłot Rozbrat. Domagamy się od władz miasta, aby brały pod uwagę interesy i potrzeby wszystkich mieszkańców miasta, a nie tylko powodzenie „inwestorów”.
Kolektyw Rozbrat
Prefabrykat na 20 stóp
Budynek, który projektuję w związku z bronionym w tym roku dyplomem, planuje oprzeć na konstrukcji stalowej. Pomimo że stal tanieje coraz bardziej (kryzys) to i tak możliwe są dodatkowe oszczędności związane z konstrukcją, umożliwia to chwalebna idea recyklingu, a więc wykorzystanie używanych kontenerów morskich jako szkieletowej konstrukcji budynku. Takie podejście wydaje się racjonalne, ze względu na możliwości konstrukcyjne kontenerów (jest to po prostu prefabrykat budowlany), koszty i często charakter budynku
Pierwszymi i zasadniczymi zaletami konstrukcji z kontenerów są lekkość, możliwość łatwej przebudowy/rozbudowy(dostawianie kolejnych kontenerów)/demontażu a w wielu przypadkach po prostu mobilność. Są to raczej oczywiste i powszechnie znane cechy budownictwa kontenerowego, nad którymi, nie warto się chyba rozwodzić. Praktyczne zastosowanie kontenerów rodzi jednak nieco trudności oraz nieoczywistych możliwości.
Cena za ok 12m2 powierzchni budynku to 2,5-3,5 tysiące zł, dodać oczywiście należy do tego koszty związane z „rozbrojeniem” kontenera z jego blaszanych ścianek, co, nawiasem mówiąc umożliwia wykorzystanie w ten sposób odzyskanej blachy na szalunki, konstrukcję ścianek nośnych, czy stropów (w ten sposób większa część elementów tworzących kontener wykorzystywana jest przy budowie). Więc mimo tych dodatkowych, „porządkowych” prac koszty wydają się niskie. Naturalnie, do tematu kontenerów można podejść bardziej purystyczne, wymieniając w nich jedynie drzwi i tylną ścianę i ocieplając. Tak postąpiono w przypadku akademików w pobliżu centrum Amsterdamu. Pozostawiono tu surowy, techniczny wygląd kontenerów, z pełnymi, blaszanymi ścianami.
Mówiąc szczerze mnie te puste, faliste ściany szczytowe nie przekonują, ale nie przekreślają one idei wykorzystania kontenerów w kształtowaniu bardziej przyjaznej architektury.
Zasadniczym plusem kontenerów (względem rożnych „alternatywnych” budulców) jest ich dostęp. W obrocie towarowym istnieją tysiące kontenerów, transportowanych dragami morskimi i lądowymi, toteż w każdym większym mieście- lokalnym centrum logistycznym istnieje łatwy do nich dostęp. Naturalnie najłatwiej odnaleźć je w portach morskich i śródlądowych ale także przy terminalach kolejowych czy samochodowych.
Istnieje dosyć dużo wymiarów kontenerów, ale w zasadzie, z powodu popularności należałoby się oprzeć na 3-4 to jest 20, 40 stopowych zwykłych (6,1/12,2 m x 2,4 m x 2,6 m) i 20 i 40 stopowych high cube – podwyższonych do 2,9m (kontenery 20′ hc są rzadsze) Kontenery 20 i 40 hc są ważne przede wszystkim, ze względu na polskie normy budowlane. Wewnętrzne wymiary tych kontenerów spełniają minimalne wysokości miejscowego obniżenia stropu w budynkach użyteczności publicznej (do 2,5m), czego nie spełniają kontenery o zwykłej wysokości (2,3m). Z tych powodów kształtowanie jednego piętra wymaga dwóch kontenerów postawionych na sobie. Przykład ten pokazuje zasadniczą wadę kontenerów -sztywność wymiarów (ograniczenie związane z popularnością kontenerów) oraz -jednak- brak dostosowania ich do wymogów budownictwa. Są to jednak problemy, które mogą tworzyć architekturę, wzbogacać ją w znaczenia.
Problemy takie jak sztywność wymiarów, czy często pojawiające się belki (ważne, że przy bardzo rzadkiej siatce słupów) są problemami łatwymi do rozwiązania i wykorzystania. Gęsta siatka belek umożliwia np. w przypadku budynków wymagających częstych zmian aranżacji tworzenie ścian przesuwnych na szynach opartych o belki kontenerów, a przymus składania 1 pietra z dwóch kontenerów można łatwo wykorzystać jasno dzieląc funkcjonalnie przestrzeń na użytkową – dolny kontener i techniczną (oświetlenie, wentylacja, instalacje) – górny kontener. Inną sprawą jest brak możliwości stworzenia z kontenerów klatek schodowych, czy -z powodu dużej sztywności ścianki potrzeba uzupełniania konstrukcji z kontenerów, konstrukcją nieprefabrykowaną. Jednak te potrzeby, działają często korzystnie na konstrukcję z kontenerów -dodatkowo ją usztywniając.
Ostatnim elementem charakterystycznym dla budowli z kontenerów jest klimat, znaczenie konstrukcji. Myślę, że dobrze wykorzystany i dopasowany do funkcji czy lokalizacji budulec i konstrukcja w wielu przypadkach będzie zasadniczym plusem projektu. Wydaje się, że w miejscach takich jak galerie, młodzieżowe domy kultury, kluby, czy budynki portowe konstrukcja ta (pomijając jej inne, zasadnicze plusy) z powodu samego jej charakteru jest w stanie się obronić.
——————————————————————————————
na koniec garść linków:
Wojna w Wietnamie jako synteza
Teza: Kształtowanie więzi społecznych, kapitał społeczny i lokalność są wartościami same w sobie
___________________________________________________________________________
Antyteza: Silne więzi pewnej, nawet przeważającej grupy społecznej, ich solidarność prowadzić może do zaściankowości, wstecznictwa, skostnienia i krzywd innych grup.
___________________________________________________________________________
Mississippi w ogniu jest to film Alana Parkera o segregacji rasowej, o strachu i bierności zastraszonej mniejszości murzyńskiej, oraz sile władzy lokalnej społeczności i kapitale społecznym. Jest to film opowiadający o tym jak silna może być lokalna społeczność w czynieniu krzywdy, i jak bezsilne mogą by próby jej reformowania czy otwarcia.
Akcja filmu dzieje się w latach ‘60, na południu USA gdzie za cichym ale często aktywnym przyzwoleniem rozwija się KuKluxKlan. „Czarnoskórzy Amerykanie nie korzystali z możliwości głosowania i wpływania na swój los, czemu starali się zaradzić działacze praw obywatelskich. Właśnie zaginięcie w czerwcu 1964 r. trójki aktywistów w stanie Mississippi stało się kanwą filmu Alana Parkera z roku 1988.
Do miasteczka w hrabstwie Jessup przybywa dwóch agentów FBI poszukujących zaginionych.
(..) Grupa kilku członków Ku-Klux-Klanu mimo obecności FBI wciąż terroryzuje 5-ciotysięczną społeczność murzyńską hrabstwa. Palą kościoły i domy, posuwają się nawet do prób kolejnych zabójstw. Murzyni nie skarżą się władzy, wiedzą bowiem, że szeryf i sąd trzymają stronę ludzi w kapturach. Działania FBI są nieskuteczne, bo czarni milczą ze strachu, a biali z solidarności ze swoimi.” *
_____________________________________________________________________________
Dziś właśnie dostałem (na razie pożyczoną) książkę „Język Wzorców” Ch. Alexandra. Po pobieżnym jej poglądzie rzuca się w oczy wiara i waga jaką przykładał Alexander do kapitału społecznego. Oczywiście nie zarzucam krótkowzroczności autorowi w myśleniu o kontaktach społecznych (jeden z wzorców przykład przecież mówi o wymieszania kultur i walki z monokulturowymi gettami), podkreślić chce jednak, że kapitał społeczny to narzędzie. Wszytko zależy od tego kto je trzyma-wyzwalająca i powołująca słodką anonimowość siła modernizmu (faszyzm, komunizm, masa) jest dowodem na to jak kapitał społeczny może być znienawidzony.
_____________________________________________________________________________
Wreszcie synteza: Siła Ku-Klux-Klanu opadła po wojnie w Wietnamie. Rzeczywistość wymusiła współpracę, przyjaźń i braterstwo broni białych i czarnych żołnierzy.
K. Nawratek pisze (podając przykład Belfastu na szkodliwą siłę kapitału społecznego), że to jest właśnie obowiązek miejsca zwanego miastem. Interakcja, nawet bolesna.
_____________________________________________________________________________
* Fragment recenzji bazant’a57 z portalu FilmWeb
Brukowa polityka mieszkaniowa
Link do tekstu Jarosława Urbańskiego (polecam) o polityce mieszkaniowej Poznania, przyczynach, efektach, konfliktach i odpowiadziach na nie.
Cała władza w ręce… Wydziału Architektury i Planowania Przestrzennego Urzędu Miasta.
Z cyklu myśliciele architektury, cytat z klasyka; Le Corbusier i biurokratyczna arogancja:
“Projektowanie miast jest zajęciem zbyt ważnym, by pozostawić je mieszkańcom.”
Pan Charles-Édouard Jeanneret-Gris był jednak urzędasem do szpiku kości .
Poniżej prezentuję historyczną ewolucję myślenia tego typu (osiedle Pruitt Igoe w St. Louis, arch: Yamasaki)


























zostaw komentarz